Z dumą i radością pokazałem na FB film z córką lat 3,5 śmiało pędzącą na rowerze. Takim prawdziwym z pedałami i bez bocznych kółek. Dostaliśmy sporo gratulacji, za które dziękuję oraz kilka wiadomości z pytaniem jak to osiągnąć. Otóż chciałbym napisać, że to wszystko zasługa nieskończonej ojcowskiej cierpliwości i geniuszu dziecka. Prawda jest jednak taka, że to tylko kwestia nie psucia naturalnych umiejętności. Ale krok po kroku.

1. Twardo odrzuciliśmy wszystkie dziadkowe propozycje zakupu rowero-pchaczo-dziwactwa. Na bank to widzieliście – taki niby rowerek, ale z wielkim drążkiem, czasami z daszkiem, na 3 lub 4 kółkach. Dlaczego? Po pierwsze z powodu pozycji w jakiej pedałuje dziecko. Nogi pod dziwnym kątem, szeroko, ruch naturalnie nie występujący w przyrodzie. Po drugie na takim pchaczu się nie jedzie, na nim się siedzi jak na tronie. Można pedałować, można nie pedałować, można się kręcić, wiercić a i tak się nie upadnie. Dziadek trochę się poboczył, że nie chcemy promować postawy sportowej u dziecka, ale w końcu przyjął i zakupił rowerek biegowy.

2. Od 2 roku zaczął się czas rowerka biegowego. U nas to był Puky LR M, bo odpowiednio mały dla naszej dość drobnej córki. Sprawdzał się doskonale. Nie pokuszę się o gruntowną recenzję, bo nie mam doświadczeń z innymi rowerkami do porównania. Mogę napisać, że towarzyszył nam od 2 roku życia aż do przesiadki na rower prawdziwy i córka nigdy nie skarżyła się na nic.

3. Od 3 roku (a właściwie 3,5 bo córka urodzona zimą) kupiliśmy rowerek zwykły – z pedałami. Wybraliśmy Woom 2, bo był niski (dobry dla dzieci o wzroście 95-105 cm), lekki (a to ważne, kiedy trzylatek musi swój rower przeprowadzić kawałek, lub kiedy musi go nieść ojciec) i co może zabrzmi głupio, ale dla nas było istotne – ma oznaczony kolorem hamulec tylny. Nasza córka uczona na rowerku biegowym bez hamulca nie miała odruchu hamowania, nadal często hamuje nogami. Ogarnięcie, że hamulec prawy to tył, a lewy przód byłoby zbędnym dodatkowym obciążeniem przy nauce. W Woom mamy prostą sprawę – hamulec zielony załatwia sprawę. Kusi mnie żeby udawać eksperta, ale sensowniej będzie Was odesłać po recenzję woom do dzieciakiwplecaki.pl. 

I teraz najważniejszy składnik – czas. Z każdym z rowerków było podobnie. Kupowaliśmy, dawaliśmy a córka ucieszona ogromnie oglądała ze wszystkich stron, przytulała. Po czym nie wsiadała, tylko szła się bawić. Przy biegówce, probowałem ją namawiać, ale dawało to tyle, co tłumaczenie babci, żeby nie karmiła słodyczami. Więc po kilku dniach odpuściłem. Aż po miesiącu chyba, na moje pytanie czy idziemy na plac zabaw odpowiedziała „Ale na pędziku!”. I tak już z tym pędzikiem została. Najpierw ostrożnie powolutku na nim spacerując. Potem faktycznie pędząc.

Z woomem byłem już mądrzejszy i nie naciskałem. Pierwsze 2 dni chciała iść trenować, więc trenowaliśmy po 5-15 minut, aż się zmęczyła i wkurzyła i wracaliśmy do domu. Potem była przerwa, a rower stał sobie spokojnie na balkonie i czekał. Wzięliśmy go nawet na wakacje (bo przecież nigdy dość bagażu), gdzie czekał sobie przez 2/3 wyjazdu aż córka widząc żonę idącą biegać zapytala, czy może z nią jechać na rowerze. No i poszły. 3 dnia pojechała przez las 3 km na plażę. Bo była gotowa.

Oczywiście zdarzały się chwile, kiedy po upadku krzyczała, że już nigdy nie wsiądzie na rower. Wtedy zsiadaliśmy z rowerów i tyle czasu ile chciała zajmowaliśmy się czymś innym. Oglądaniem szyszek, siedzeniem na trawie, podglądaniem mrówek. Zwykle po 3-5 minutach wsiadała już uśmiechnięta na rower (zawsze z własnej inicjatywy) i pędziła dalej.

Wszystkim uczącym się – powodzenia. A rodzicom – cierpliwości 🙂