Konia z rzędem temu, kto odgadnie dlaczego dziewczynki w wieku przedszkolny kochają róż i błyskotki. Całą stadninę temu, kto sprawi, że pokochają cokolwiek mniej tandetnego. Póki co jednak, z zupełnie niewiadomych powodów szafki dziewczynek w przedszkolu córki mienią się wszelkimi odcieniami różu i błyskają jak najlepsze dyskoteki.

Nie muszę dodawać, że błyszczące, cekinowe, różowe wdzianka przyprawiają mnie o odruch wymiotny. Żonę z resztą też. W czasach przed-przedszkolnych córka obficie nosiła ubrania jednokolorowe, w zwyczajnych „dorosłych” kolorach, czule zwane przez moją żonę „monochromami”. W czasach tych córka nie miała nic przeciwko. I choć zdarzały się jakieś krzykliwe prezenty od cioć i znajomych, jej szafa wyglądała dość normalnie.

A potem nastało przedszkole i zaczął się czas strojów rodem z karnawału w Rio. Różowe, fioletowe, błyszczące, koniecznie w księżniczki lub laleczki, ostatecznie w pieski i kotki. Dodatkowe punkty lansu przyznawane są za cekiny, brokaty i piórka.MA-SA-KRA.

Przyznaję szczerze, że na początku stawialiśmy czynny opór marzeniom córki o wtopieniu się w ten różowy jarmark. Ignorowałem smutne oczka, z którymi pokazywała mi obszyte złotem i zdobione brokatem buciki koleżanki w szatni. Aż w końcu moja żona powiedziała:

„Ej, a może my jedna powinniśmy jej pozwolić nosić co chce?”

I zasiedliśmy do rozmowy. Żona opowiedziała mi o Lucynce z jej klasy, która zawsze miała ubrania nudne i poważne. W czasach kiedy szalone lata 90-te zalały podstawówki lambadówkami, lycrą i kolorami tęczy, Lucynka nosiła się skromnie i gustownie, czyli nudno i dziwnie. Ja przypomniałem sobie długie boje toczone z ojcem o ukochane jeansy. Boje, które sprawiały, że poprzysięgałem rewanż krwisty i okrutny. Na koniec zaś jeszcze żona dowaliła cytatem ze stojącej na półce książki Dziecko z bliska Agnieszki Stein:

„Można wybrać: czy ważniejsze jest, żeby dziecko czuło się dobrze samo ze sobą, czy też stale szukało potwierdzenia swojej wartości w oczach i zachowaniach innych ludzi. Dlatego kiedy rodzice pytają mnie, czy mają kupować okropne tandetne zabawki, które podobają się ich dzieciom albo co zrobić z dziewczynką, która kocha wszelkie księżniczki, zazwyczaj proponuję złoty środek.  I oczywiście refleksję. Co jest lepszym wyjściem? Wychować córkę, która w pewnym momencie życia fascynowała się księżniczkami, ale jest przebojowa, pewna siebie i otwarta? Czy też taką, która fascynuje się księżniczkami w tajemnicy i ma ciągłe poczucie, że coś z nią musi być nie tak, skoro ma taki kiepski gust?

Nasza córka ma więc cekinowy notes, bluzkę z różowym jednorożcem, błyszczące buty. I całkiem jej z tym do tej szczerze uśmiechniętej twarzy. A ja? Cóż, ja nosić cekinów nie muszę.