Taka scenka wydarzyła się wczoraj:

Idziemy na plac zabaw z babcią. Po drodze jednak zatrzymujemy się na chwilę w sklepie. Pech chce, że w sklepie jest kącik dziecięcy i córka natychmiast do niego pędzi i wypędzić się nie da. Kiedy mówię, że chcę już iść dziecko moje rezolutnie pyta „Dlaczego?” i tu wkracza babcia.

– Bo piasek wystygnie – mówi babcia śmiertelnie poważnie. A my z córką kompletnie głupiejemy na to dictum. Jaki piasek? Gdzie stygnie? Jest 15 stopni, piasek jest zimny i wilgotny i nic a nic tego nie zmieni. Córka patrzy na babcię i równie poważnie odpowiada:

– Babciu, piasek już jest zimny.

Kurtyna.

Zastanawiałem się chwilę wieczorem i przypominam sobie, że w czasach mojego dzieciństwa dorośli regularnie odpowiadali na dziecięce pytania strasznymi bzdurami w stylu tego właśnie piasku. Pamiętam, że długo byłem przekonany, że zegar tyka, bo mieszka w nim świerszcz, że od niejedzenia mięsa można zniknąć i stać się niewidzialnym, że za wiele rzeczy w domu odpowiadają bliżej nieokreślone wróżki i inne duszki.

Nie mam pojęcia skąd ta potrzeba mówienia tych kłamstewek zamiast prawdy. Może czasami szybciej coś wymyślić, niż gruntownie wytłumaczyć. A może takie mieliśmy fantazyjne pokolenie rodziców.

Ja odruchowo odpowiadam na dziecinne pytania prawdę – czasami mocno uproszczoną, ogarnialną dla dziecka. Czasami prawdę smutną, czyli „Nie mam pojęcia, sprawdźmy”. I córka ma się z tym świetnie. Inne znajome dzieci też. Co więcej, dzieci te odpowiedzi zapamiętują, uczą się świata, rozumieją prawa fizyki, następstwa zdarzeń i ich przyczyny. Rozumieją motywacje rodziców. Przeprowadzono nawet badania, które potwierdzają oczywistą prawdę, że dziecięce pytania są podstawą rozwoju poznawczego dzieci.

Badanie przeprowadzone w UK wykazało, że przedszkolaki zadają średnio 73 pytania dziennie. Ponad połowa z nich sprawia trudność rodzicom. Wśród najtrudniejszych z nich znalazły się:

1. Dlaczego ludzie umierają?
2. Skąd się wziąłem?
3. Co to jest Bóg?
4. Jak powstałem?
5. Co znaczy „nie stać nas”?

Odpowiedzi na te pytania faktycznie wymagają chwili refleksji. Pewnie czasami dużej ostrożności. Nadal jednak wolę zamyślić się chwilę, poprosić dzieci, żeby poczekały na odpowiedź do kolejnego dnia (i mówię otwarcie, że muszę się zastanowić jak to dobrze wyjaśnić), niż zmyślić jakąś bzdurną bajeczkę.

Powiedziałem o tym babci. Wzruszyła ramionami i powiedziała, że to takie teraz pokolenie rodziców, że dzieci pozbawia w życiu magii.