Czytam sporo o dzieciach i rodzicielstwie. Również w grupach, na forach, blogach. Czytam rzeczy bardzo mi bliskie i zupełnie niezgodne z moimi poglądami. I nieodmiennie zadziwia mnie jak wiele osób najwyraźniej uznaje, że od krytyki cudzego rodzicielstwa, sami staną się lepszymi rodzicami.

Oczywiście są evergreeny wojenne – szczepionki, karmienie piersią, poród naturalny vs. cesarskie cięcie. Ale skrytykować można wszystko. WSZYSTKO.  I tak:

Dawanie dziecku drogich butów to głupota i lans vs. Dawanie dziecku tanich butów to zabójstwo dla stóp i skąpstwo.

Rodzicielstwo bliskości to droga do społeczeństwa roszczeniowców vs. wychowanie rygorystyczne to zamordyzm.

Noszenie czapki powyżej -5 stopni to przegrzewanie dziecka vs. jak można w taki wiatr bez czapeczki.

i tak dalej w nieskończoność. W znakomitej większości hejt ten jest jałowy i zwyczajnie wredny. Czytając miałem wrażenie, że powstał jedynie po to, żeby piszący poczuł się lepiej, że w morzu niekompetentnych rodziców tylko on cały na biało wie co i jak.

Moja żona mówi, że takie hejty to piszą ludzie, żeby im rosły… ehem, no skrzydła. No więc spróbowałem. Nic nie urosło.