Moje (a sądząc z komentarzy w internecie i wielu innych) nastroje w ciągu strajku nauczycieli ewoluowały jakoś tak:

Dzień 1: Świetnie, mają rację, z całego serca jesteśmy za nauczycielami. Brak szkoły i przedszkola? Spoko, pójdziemy do zoo, pogramy w gry, cośtam się wymyśli

Dzień 2: Pfff, niechże się już dogadają.

Dzień 3: No ku***

„Zerwane negocjacje” to hasło, które przyprawia mnie o dreszcz. Bo jakkolwiek bym nie chciał zostać w domu z dziećmi, to jest to spory problem logistyczny. Tak, wkurza mnie ten strajk, jest upierdliwy i kosztowny dla rodziców. I wbrew temu, co wyższościowo głosi SuperNiania na swoim facebooku, nie wynika to, z tego że traktuję przedszkole jak przechowalnię albo nie rozumiem potrzeb nauczycieli i znaczenia dobrej edukacji.

Nadal bowiem, z całym przekonaniem uważam, że 2 tysiące na rękę to w dużych miastach stawka głodowa, że nauczyciele zasuwają po oficjalnych godzinach, że ich praca ma dla nas wszystkich znaczenie fundamentalne. I tym bardziej wkurza mnie prawdziwy winowajca przeciągającego się strajku – rząd.

Zanim odezwą się poruszeni – zapewniam, to nie jest wniosek polityczny a managerski. Spójrzmy na to biznesowo. My jesteśmy udziałowcami Państwa. Rząd (wszystko jedno który) to zarząd. Edukacja -przedsiębiorstwo.  I tak sobie myślę, że psim zarządu obowiązkiem jest zapewnić ciągłość działania przedsiębiorstwa. Nie wyobrażam sobie, żeby zarząd jakiejkolwiek firmy pozwolił sobie na brak pracowników, nie części, ale niemal 100% załogi. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek zarząd pozwalał sobie na utrzymywanie zupełnie nierynkowych stawek dla pracowników, ignorowanie narastającej ich frustracji. I ZERO planu awaryjnego. Bo jeżeli jak mówią przeciwnicy strajku, nauczyciele „zmienią zawód” to kto podejmie się porzuconych przez nich prac?

Jako udziałowiec jestem na taki zarząd wściekły. Wkurza mnie to tak samo, jak wkurza mnie niegospodarność administracji osiedla czy idiotyczna organizacja kolejek w sklepach. We wszystkich przypadkach uważam, że zarządzający nie realizuje swoich zadań, że marnotrawi pieniądze i czas innych.

I wkurza mnie, że wszystkie rządy od lat ignorują słonia w pokoju jakim jest fatalny poziom wynagrodzeń nauczycieli. I choć mam dość logistycznej akrobatyki związanej z brakiem przedszkola, to właśnie dlatego popieram nauczycieli jeszcze bardziej. Żeby pokazać, że ich świętym prawem jest chcieć zarabiać więcej. A zadaniem rządów wymyślenie jak temu wyzwaniu sprostać.