Zastanawiam się ostatnio dlaczego z drugim dzieckiem jest (przynajmniej nam) o wiele łatwiej, choć logistyka i ilość obowiązków przecież znacznie większa i trudniejsza. Oczywiście trochę dlatego, że dużo już wiemy, że łatwiej sobie przypomnieć niż nauczyć od zera. Odpada też sporo lęków, watpliwości.
Ale kluczowe jednak wydaje mi się to, że w przeciwieństwie do pierwszego, drugie dziecko nie odbiera nam wolności. Bo dawno jej już nie mamy. Pamiętam, że po narodzinach pierworodnej zdarzało mi się tęsknić (i wkurzać) za kinem we dwoje, za spokojnym wieczorem, za wychodzeniem z domu w 2 minuty bez zbierania tony rzeczy ważnych i potrzebnych. Dziś nie rusza mnie nawet to, że nasz mega wypasiony wózek (recenzja wkrótce) Egg po spakowaniu wszystkich niezbędnych rzeczy wygląda jak siedem nieszczęść zmierzające na wyprawę na koniec świata. Nie wkurza mnie chodzenie z dzieckiem na rękach przez godzinę bez celu i sensu, nie tęsknie nawet za kinem.
Przy okazji przypomniał mi się stary wywiad Jacka Żakowskiego z Leszkiem Kołakowskim, który lubię i cenię od lat (bo czytałem go w Polityce w 2004). Na pytanie Żakowskiego o drogę d szczęścia, odpowiada tam w sposób, który na zawsze już zostanie mi w głowie:
„Nie być przywiązanym do potrzeb, nie wpadać w histerię, kiedy nam się nie udaje to, co byśmy chcieli. Nie chcieć zbyt wiele. Nie sięgać zbyt daleko. Lepiej mniej chcieć i mniej się rozczarować.”
W 2004 miałem lat na tyle mało, że wydało mi się to głupie i zwalniające ze starań. Wszyscy wokoło mówili mi, że ambicja, ciężka praca i pęd ku górze (czy też naprzód w zależności od metafory) – to jest prawdziwa droga do szczęścia. Że szczęście to sukces, osiąganie coraz więcej.
15 lat, jedno małżeństwo (nadal szczęśliwie trwające), dwoje dzieci, kilka prac później rozumiem jak głupi byłem ja sam. I nie chodzi o to, żeby nie mieć ambicji i się nie starać. Przeciwnie. Dziś rozumiem (choć oczywiście rozumieć może każdy inaczej), że „chcieć mniej” to mądrzej akceptować to co mam. To próbować szukać szczęścia w rzeczach prostych, mało spektakularnych, codziennych.
P.S.

Życie lubi szybko weryfikować teorie i podczas pisania tego wpisu mój kochany niemowlak przerwał swoją długo wyczekiwaną drzemkę po 10 minutach i przez kolejne 50 darł się wniebogłosy z bliżej nieokreślonego powodu doprowadzając mnie do obłędu. Ale i tak łatwiej znosiłem to dziś, nauczony losem rodzica, że oczekiwanie ciszy jest naiwnością 🙂