Moja córka kocha babcię. Uwielbia się z nią bawić. Kiedy zaczynają zabawy, chichoczą tak, że babcia zaczyna purpurowieć na twarzy a wnuczka posikiwać majtki. I nie potrzebują zabawek – mogą się bawić czymkolwiek. Jednocześnie co chwilę na babcię burczy, furczy i pokrzykuje. A im bardziej ją upominam, tym oczywiście furczy bardziej. Zdumiewa mnie ta relacja od zawsze.

Ja babcię ową, a moją mamę kocham oczywiście. Ale prawda jest taka, że mało kto potrafi mnie tak wkurzyć. I mało komu o tym wkurzeniu mówię tak otwarcie. No jak się nie wkurzać, kiedy sto razy proszę: nie układaj mi w szafkach, bo nie mogę nic znaleźć / nie kupuj dzieciom zabawek, bo niedługo będziemy musieli wynająć schowek na zapomniane rzeczy/ nie dawaj nam ubrań, bo mamy zupełnie inne gusta/ jak przyjeżdżasz, to nie zmywaj mi naczyń, odpocznij i tak dalej. Co robi matka z pokolenia matek-polek wychowanych do zagłaskiwania, każdy z Was wie dobrze. Wie też to, że te prośby nic nie dają. NIC. Poukłada, kupi, ugotuje, zrobi wszystko, żeby czuć się potrzebną.

Tu więc zaczyna się odwieczny dramat – moja potrzeba niezależności i jej potrzeba bycia potrzebną trą się. A jak dodamy różnicę pokolenia w kwestii wychowania dzieci, to wiadomo, że będą iskry.

Mieszkamy daleko, więc teoretycznie spięć nie ma dużo. Za to jak są, to są koszmarem, bo jak już się widzimy to zawsze na czyimś gruncie i na długo nigdy na chwilę. Regularnie więc się spinamy. A właściwie spinaliśmy, bo z przerażeniem (choć bez zaskoczenia) odkryłem, że co prawda na babci moje wkurzenie nie robi wrażenia, ale na wnuczce owszem.

Przed ostatnią wizytą córka zakrzyknęła bowiem: „Babcia jest głupia”. Zdumiony zapytałem dlaczego tak myśli. I już kompletnie zdębiałem, kiedy odpowiedziała „Bo Babcia przywiozła mi żelki”. Żelki bowiem są w oczach córki szczytem cukiernictwa. Chwilę mi zajęło, zanim zrozumiałem, że to ja jej te żelki obrzydziłem, bo fuknąłem kiedy babcia wyciągnęła te nieszczęsne żelki z torby. I mimo, że moja córka kocha żelki, cieszyła się nimi i zażerała przez kolejne kilka dni, to tak bardzo chce się zgadzać ze mną, że zapamiętała, przekonała siebie samą, że żelki to zło a babcia jest głupia, że je przywozi.Podobnie jej szalone zabawy z babcią, śmiechy i chichoty niewiele znaczą kiedy ja ciągle pokazuje, że babcia jest irytująca i trzeba na nią burczeć.

I tak sobie myślę, że mimo, że moja mama bywa mega trudna z tym swoim nadgorliwym zapałem do pomocy, to tylko ostatni palant będzie świadomie niszczył szczęśliwą relację swojego dziecka z dziadkami z powodu własnej małej cierpliwości.

Trzymajcie więc kciuki za święta, gdyż zamierzam ani razu nie fuknąć.