W naszym domu pija się  rzeczy:

  • wodę – tej pijemy dużo, w tygodniu łącznie, ok. 3l/dzień, w weekendy ok.5 litrów/dzień
  • kawę – to naturalnie tylko rodzice
  • w zimie herbaty ziołowe – melisę, lipę, rumianek i miętę – głównie po długich spacerach, zabawie na mrozie, czasami przy przeziębieniach

Strasznie wkurzały mnie tony plastiku po wodzie. Jak łatwo policzyć szło tego tygodniowo 25 litrów, czyli 17 butelek 1,5l. W zeszłym roku przerzuciłem nas na baniaki 5-litrowe i szło już „tylko” 5 sztuk tygodniowo. Żona z całego serca nienawidziła tych dużych, bo „kurde, ciężko się nalewa”.

Od 6 miesięcy kompletnie zrezygnowaliśmy z wody butelkowanej na rzecz kranówki. Woda z warszawskich wodociągów nadaje się do picia, ale u nas (być może z powodu rur w dzielnicy lub w samym budynku), nie smakowała najlepiej. Kupiliśmy więc filtr do wody i jest ekstra z kilku powodów:

  • znacznie mniej śmieci do wynoszenia (jak wyżej)
  • znacznie lżejsze zakupy (25kg tygodniowo mniej do przytaszczenia do domu)
  • nigdy nie ma już „kurde, zapomnieliśmy o wodzie”
  • znacznie więcej kasy w portfelu. Jak to? A filtry?

Policzyłem więc:

100 litrów wody żywiec (taką akurat piliśmy) miesięcznie to w najtańszym wariancie „baniakowym” ok. 120 PLN, rocznie więc na wodę wydawaliśmy ok. 1440 PLN.

Jeden filtr do wody kosztuje ok. 15 PLN, wystarcza na 100 litrów. Czyli miesięcznie oszczędzamy 120-15=105 PLN.

Rocznie więc zostaje nam w kieszeni: 1260 PLN.

Nawet jeśli odliczymy dodatkowo zakup dzbanka filtrującego (100 PLN) i butelki wielorazowe do zabierania wody ze sobą dla każdego z domowników (4*30 PLN) – w skali roku daje nam to ponad 1000 PLN oszczędności.

A dla świata oznacza to ponad 800 plastikowych butelek (przypominamy, że rozkładają się do 1000 lat) mniej.