Mój telefon ma straszliwą funkcję – podlicza ile czasu spędziłem online. Zwykle ignoruję powiadomienie o tym raporcie, które wyskakuje raz w tygodniu. Tłumaczę sobie, że przecież ja to zawodowo i na facebooku to przecież przy Tatawymiata. Wypieram, że smatfon zżera mi mnóstwo czasu. A przynajmniej wypierałem dopóki nie przeczytałem wyników badania przeprowadzonego przez AVG Technologies.

Dzieci walczą ze smartfonami o uwagę rodziców

W tym międzynarodowym badaniu przepytano ponad 6 000 dzieci między 8-12 rokiem życia o to jak ich rodzice korzystają z telefonów. Wyniki porażają.

1/3 dzieci deklarowała, że rodzice spędzają z nimi tyle samo lub mniej czasu co ze swoimi telefonami

54% uważało, że rodzice za często patrzą na telefon

36% irytowało się, że rodzice przerywają rozmowę, żeby spojrzeć na telefon

32% dzieci mówiło, że takie zachowanie sprawia, że czują się nieważne dla rodziców

Smutne? Podwójnie, bo nie dość, że zaniedbujemy dzieci, to jeszcze dajemy im straszliwy przykład. Czego uczy się dziecko, którego rodzic woli patrzeć na ekran telefonu? Nie tylko, że ono jest mniej istotne, ale też, że telefon jest maksymalnie ciekawy, że jest ważny, że jest w centrum. Skąd potem się biorą nastolatki z głowami w smatfonach? Hmm.

Oczywiście te statystyki różnią się pomiędzy krajami, a badanie nie objęło Polski (choć Czechy już tak – a śmiem twierdzić, że nie różnimy się tak bardzo od sąsiadów). I być może nie dotarliśmy jeszcze do poziomu Brazylii, gdzie 56% dzieci chętnie skonfiskowałoby rodzicom telefony, ale czy jesteśmy bezpieczni?

Rodzic i smatfon – spojrzałem prawdzie w oczy

Po przeczytaniu badania nie odrzuciłem już powiadomienia o nowym raporcie mojego własnego użycia telefonu. Pierwszy raz otworzyłem, uważnie przeczytałem i zamarłem.

raport użycia smartfona

W ciągu tygodnia odebrałem 873 powiadomienia – około 124 dziennie.Aktywowałem ekran średnio 81 razy dziennie. Zakładając, że śpię średnio 7 godzin i przez sen nie sprawdzam (raczej) telefonu, oznacza to, że aktywuję go średnio 4,7 raza na godzinę, czyli co 12 minut! Po co?

Ale najstraszniejsza mimo wszystko jest suma. W ostatnim tygodniu spędziłem z telefonem 27h 32 minuty. Ponad dobę. DOBĘ!I oczywiście, to zestawienie wlicza między innymi 3 godziny łącznego użycia Google Maps, którego używam jako nawigacji, czy 1,5 h korzystania z maila (czyli pracy), ale po odliczeniu wszystkiego, co praktycznie uzasadnialne – nadal pozostało ponad 20h. Spędzonych z telefonem. Ile z nich w czasie, w którym mogłem się bawić z dziećmi? zakładam, że nie mniej niż połowa.

Smartfon – detoks

Dziś wyłączyłem dostęp do internetu w telefonie. Odciąłem WiFi (na szczęście niechęć do szukania hasła do rutera skutecznie powstrzyma mnie od jego ponownej aktywacji, odciąłem dane sieci. Mój telefon znów służy do rozmów. I okazjonalnych smsów.

Przez chwilę zastanawiałem się, czy mogę sobie pozwolić na brak poczty pod ręką. Ale to kretyńskie pytanie – oczywiście, że mogę. Jeśli ktoś będzie potrzebował mnie natychmiast złapać – zadzwoni. Jeśli mail może poczekać, poczeka.

Zakładam, że eksperyment potrwa tydzień. Już widzę małe upierdliwości (odcięcie sieci uniemożliwia wysyłkę MMS ze zdjęciem dziedziców do dziadków, czy wysłanie mailem screenów z raportu do tego wpisu, odruchowo chciałem sprawdzić temperaturę na zewnątrz), ale nie ma nic, czego nie mógłbym obejść.

Za tydzień opiszę tu wnioski. I choć nie jest to wyprawa na K2, albo misja ratunkowa PAH, żebyście trzymali kciuki, to myślę, że eksperyment ten będzie równie bolesny co ożywczy.

 

Zobacz też:

Wszyscy jesteśmy uzależnieni [Notatki Matki]