Dobra, kto z Was chociaż raz nie słyszał (najczęściej od starszego pokolenia) „Dobra, weźmiemy bez fotelika, to tylko kawałeczek”?

Foteliki samochodowe- cóż zawiniły dziadkom?

Moi właśni rodzice, choć w milionie rzeczy cudownie postępowi, sami często na początku używali tego piekielnego stwierdzenia „cała dzieciństwo jeździliście na leżąco w maluchu i nic się nie stało”. Wiadomo. Chodziliśmy też po nasypie kolejowym. Mój kuzyn zjadł całkiem spory kawałek styropianu. Ja dwa kilka razy skakałem na główkę w miejscach, które się prosiły o wypadek. Robiliśmy i rzeczy głupsze, które wstyd opisywać. I nic nam nie jest. Żadnej z tych rzeczy jednak nie polecę swoim dzieciom.

Dziadków jednak te foteliki frustrowały niemożebnie. Bo ich brak ograniczał wolność. Bo zakup dodatkowych do ich auta oznaczał spory wydatek. A montaż powodował siódme poty. Przewieźli mi kiedyś juniorkę na kolanach pasażera. Babcia tłumaczyła, że przecież przypiętą razem z nią pasami. A wtedy po karczemnej awanturze pokazałem im te filmy. I przestali.

Co się dzieje z dzieckiem poza fotelikiem w czasie wypadku

Tak, foteliki są drogie. Tak, montaż jest pracochłonny. Tak, dzieci nie zawsze je kochają (podobnie jak porządki, brokuły i chodzenie spać przed północą). I tak, są niezbędne.

Jeśli więc ktokolwiek proponuje, że zawiezie gdzieś Twoje dzieci bez fotelika „Bo to blisko” – proponuję sięgnij po te filmy. I dystans nie ma tu nic do rzeczy, bo jak mawiał mój dziadek „Złamać nogę można na pierwszym metrze”.