Pewien brytyjski ojciec nastolatka borykał się z nie lada problemem. Syn notorycznie ignorował jego wiadomości. Nie odpowiadał w ogóle, a może odpowiadał, ale, w jego odczuciu, za późno? Nie wiem. No ale ojciec przecież potrafi, prawda? Bystry Tata wymyślił więc aplikację ReplyASAP, dzięki której jego problem zniknął.

ReplyASAP blokuje bowiem wszystkie pozostałe funkcje telefonu, do czasu, gdy krnąbrne dziecię odpowie łaskawie zatroskanemu rodzicowi. Nie trudno zgadnąć, że trzynastoletni syn Nicka Herberta zaczął na smsy ojca odpowiadać, a jak, błyskawicznie! Ponoć, gdyby tego nie zrobił, w telefonie uruchomiłby się nawet głośny alarm i dzwonił do czasu reakcji dziecka.

Sprytny wynalazca tłumaczył, że jego motywacją były problemy ze skontaktowaniem się z synem Benem. Nastolatek regularnie ignorował wiadomości od ojca.

Co o tym myślę?

Że ciężkie nadchodzą (nadeszły?) czasy, skoro własne dziecko do kontaktu z rodzicem trzeba zmuszać. I to przy użyciu nowoczesnych technologii. Nie dając mu właściwie wyboru.

Pamiętam, jak te 25 lat temu leciałem na złamanie karku zameldować się domofonem o wyznaczonej godzinie. Bo tak ustaliliśmy. Bo o to prosili mnie rodzice. Bo choć uznawałem to wówczas za skrajnie upierdliwą zasadę – wiedziałem, że czemuś ona służy. Dziś będąc ojcem oj wiem już dobrze czemu. I wiem, że meldowałem się regularnie, nie zmuszany przez aplikację, która w innym wypadku uprzykrzy mi życie. Ale przez szacunek i autorytet, którym darzyłem swoich rodziców. Nawet jako durny nastolatek.