W jednym z wywiadów słynny mistrz przetrwania Bear Grylls podzielił się poglądami na temat swojego małżeństwa. Zwrócił uwagę, że pary często uważają, że to dzieci powinny zawsze być na pierwszym miejscu. Jego zdaniem mądre małżeństwa wiedzą, że nie ma dla rodziny trwalszego fundamentu niż właśnie ich związek.

I tylko chroniąc te podstawy i nadając im priorytet, mogą budować pełen miłości dom dla swoich dzieci.

Za te słowa spotkała Beara Gryllsa krytyka. Ja za to całkowicie go rozumiem.

Zanim urodził się nasz synek, spędzałem z moją żoną każdą wolną chwilę. Bawiliśmy się, śmialiśmy, realizowaliśmy wspólnie pasje, podróżowaliśmy. Mogliśmy liczyć na siebie w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Radość, miłość i wsparcie którą znaleźliśmy w sobie, była czymś wyjątkowym. Kiedy pojawiło się dziecko, nasz świat stanął na głowie. Nerwy związane z nową sytuacją, zmęczenie, ciągłe niewyspanie. Trudność w znalezieniu czasu dla siebie, nie mówiąc już o czasie dla związku. Rozmowy zaczęły toczyć się całkowicie wokół dziecka, nawet gdy mały spał.

W takiej sytuacji bardzo łatwo jest oderwać wzrok od związku i zepchnąć go na dalszy plan. A przecież ten, by przetrwać musi być dostrzegany i pielęgnowany. Wymaga czasu, wysiłku i poświęcenia. Postawienia na szczycie priorytetów.

Dlatego mimo trudu staramy się nie tracić z horyzontu tego co nas połączyło i stworzyło z nas parę w pierwszej kolejności. Przecież bez tego nie zbudowalibyśmy w ogóle rodziny.

Abyśmy byli najlepszymi rodzicami dla naszego synka, musimy być przede wszystkim najlepszą parą jaką możemy być.

Mam nadzieję, że dziecko widząc, że jego rodziców łączy udana relacja, w przyszłości samo będzie umiało taką udaną relację zbudować – w przyjaźni, miłości, rodzinie. Chcę, żeby Franek dorósł, widząc, jak wygląda miłość i wzajemny szacunek. Że jesteśmy nie tylko jego rodzicami, ale także, a może przede wszystkim parą, z której miłości powstało jego życie.