Bo ta czwórka rodzeństwa pokazała, że porządna dawka uporu z odrobiną wsparcia to przepis na realizację marzeń, które większość uznałby za niemożliwe do zrealizowania.

Historia zaczęła się od dwójki bohaterskich rodziców ze Stanów Zjednoczonych. Małżeństwo zdecydowało się na adopcję czwórki rodzeństwa z Chin. Dzieciaki mają bardzo poważne zaburzenia widzenia. Dwie siostry są całkowicie niewidome. Ich nowi rodzice wiedzieli, że dzieci z takimi zaburzeniami wzroku będą pewnie ostatnie na liście do adopcji. Dlatego postanowili właśnie im dać nowy, pełen miłości i wsparcia dom. Veletta i Travis Scott są w sumie rodzicami aż dziewiątki dzieciaków. Dwójki biologicznych i siódemki adoptowanych – wszystkich z pewną formą niepełnosprawności.

Gdzie są chęci, znajdzie się i sposób

Ze względu na słabą edukację uczniów z zaburzeniami wzroku w chińskim systemie adopcyjnym, dzieci  miały w nowej szkole dużo do nadrobienia. Szybko okazało się, że samo nadrabianie nauki nie wystarczało jednak córkom Scottów do pełni szczęścia. Dziewczyny chciały czegoś więcej. Chciały być jak inne amerykańskie dzieciaki. Prowadzić aktywny tryb życia, uprawiać sport, bawić się nim. Wszyscy zaczęli zastanawiać się, co mogłyby robić niewidome dziewczynki wśród sprawnych kolegów i koleżanek.

I właśnie wtedy matka dziewczynek odkryła świat niewidomych biegaczy. A ich życie się zmieniło. Okazało się, że wcale nie trzeba mieć sprawnego wzroku, by brać udział w biegach terenowych. Skoro inni mogli to robić – czemu nie te dziewczyny? Przecież tam, gdzie są chęci znajdzie się i sposób! A to, że dziewczyny są niewidome, nie oznacza, że rodzice ​​powinni trzymać je w kokonie i powstrzymywać przed robieniem tego co inne dzieci. I tak, dzięki ogromnemu wsparciu rodziców zaczęła się ich wielka przygoda z bieganiem.

Trudne dobrego początki

Początki oczywiście nie były łatwe. Siostry potrzebowały do biegania przewodników, których wówczas w drużynie, do której dołączyły po prostu nie było. Tę rolę musiały pełnić początkowo trenerka i jej asystentka. Obie wspominają z tego okresu duuuużo upadków i sporo przelanej krwi z kolan dziewczyn. Ale choć te upadały setki razy, potem, jak wszyscy inni biegacze, po prostu wstawały i biegły dalej. Dziś obie startują w zawodach drużynowych, wykręcają coraz lepsze czasy a swoją pasją zarażają do biegania i przekraczania granic inne dzieciaki.

Efekt kuli śniegowej

Bo upór dziewczynek wywołał lawinę pozytywnych zmian. Po kilku latach rolę przewodników niewidomych biegaczy w ich drużynie biegowej są w stanie pełnić także inne dzieciaki. Wszyscy trenują razem. Jak równi z równymi. Na zawodach siostrom zawsze pomagają wolontariusze.

Ale, co najpiękniejsze, dziewczyny do biegania zainspirowały także swoich braci. Chłopcy, choć nie są niewidomi, także mają poważne problemy ze wzrokiem. To nie powstrzymuje ich jednak przed udziałem w zawodach biegowych noga w nogę z resztą rodzeństwa. Często w trakcie treningów pełnią też rolę przewodników swoich sióstr!

Ogromne wsparcie ze strony rodziców, chęci i upór tej czwórki rodzeństwa pozwolił im żyć tak jak żyją inne dzieciaki w ich wieku. I choć w życie startowali z zupełnie innych poziomów, udaje im się wyznaczać równie ambitne cele i spełniać swoje marzenia. Bieganie pomogło im też zbudować pewność siebie i zakorzenić się w nowej społeczności.

Ale postawa rodzeństwa zmieniła także wielu ich kolegów z drużyny. Nie tylko nauczyli się współpracować z niewidomymi. Podobno teraz narzekają też zdecydowanie mniej 😉