Często podśmiewuję się z żony kiedy kolejny raz płacze na jakiejś reklamie telewizyjnej albo filmiku na youtube. Nie wiedziałem, że sam kiedyś utopię się w morzu łez czytając dziecku niewinną książkę.

Znacie „Opowieści dla chłopców, którzy chcą być wyjątkowi”? Kupiłem ją w tym roku synkowi pod choinkę. W książce jest sto historii niezwykłych mężczyzn, „którzy podjęli wyzwanie by zmienić świat”. Ze wstydem przyznaję, że nie przejrzałem jej w sklepie. I na dobrą sprawę nie wiedziałem co to za historie i cóż to za niezwykli mężczyźni.

Gdy rodzina trawiła kolejny posiłek zacząłem więc przeglądać kartki. Ot takie tam historie. Aż na 56 stronie trafiłem na niego. A właściwie na nich. I coś we mnie pękło… Schowałem głowę w ramiona i po kryjomu płakałem przy wigilijnym stole.

Jest rok 1992. Derek Redmond, brytyjski lekkoatleta, startuje w letnich igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Biegnie na 400 metrów. Zdobycie medalu było marzeniem nie tylko jego, ale i jego ojca. O tym sukcesie marzyli od kiedy atleta skończył siedem lat. I teraz ma okazję. Niestety szansę na medal przekreśla kontuzja. Chwilę po starcie zawodnika po prostu ścina z nóg. Wszyscy mkną do przodu po zwycięstwo. On walczy by stanąć na obie nogi. Ale wstaje. I kulejąc zaczyna swoją drogę do mety. Za wszelką cenę chce skończyć wyścig. I w tym momencie dzieje się coś pięknego. Coś po co to wszystko ma sens.

Zresztą – zobaczcie sami, bo ja znowu płaczę i nie widzę klawiatury.