Twój trochę już mówiący dwulatek zaczyna krzyczeć i z całych sił wali w stół. Widzisz, że coś go wkurzyło, ale za nic w świecie z przewlekłego zawodzenia nie możesz wywnioskować co się stało. Na szczęście Twój dwulatek już mówi. Sięgasz więc po najrozsądniejsze rozwiązanie i mówisz „Powiedz, o co Ci chodzi”. Z nadzieją, w dobrych intencjach, z ulgą, że oto nadchodzi rozwiązanie.

Pułapka pozorów

Ale nie.. dwulatek jeszcze głośniej wyje i wali rękami w stół. Szlag Cię trafia, bo przecież wiesz, że potrafi nazwać 12 bohaterów kreskówek, więc mógłby powiedzieć o co mu chodzi. Racja. Tylko że nie mógłby.

Wyobraź sobie, że zaczynasz uczyć się hiszpańskiego. Znasz już 200-300 słów. Kupisz chleb i piwo, zapytasz o drogę. I nagle ktoś każe Ci po hiszpańsku opowiadać o frustracji pracą lub problemach z rodziną. Trudno co?

Pomóż mu

Właśnie tak się czuje dwulatek, kiedy w trudnej dla niego sytuacji (bo choć dla Ciebie będzie to zazwyczaj bzdura, dla dziecka jego problem jest jego wielkim problemem) chcesz, żeby szukał najlepszego określenia dla wyrażenia emocji. Jest na to znacznie lepszy sposób – podpowiedz mu.

Podobnie jak nazw członków rodziny, zabawek, sprzętów domowych, czy zwierząt – nazw emocji musisz go nauczyć. Przykucnij przy dziecku, i pomóż mu nazwać to, co się z nim dzieje. Wysłuchaj uważnie, popatrz uważnie – „Widzę, że się zdenerwowałeś. Jesteś zły?”. Podobnie kiedy się cieszy, kiedy smuci, kiedy jest zdziwione.

Nie łudź się, że zaskoczy od razu. Pamiętasz ile minęło zanim nauczyło się nazywać poprawnie członków rodziny? Daj mu teraz nie mniej czasu – będzie go potrzebować. Uzbrój się w cierpliwość i powtarzaj, powtarzaj, powtarzaj.