Szwedzka polityka dotycząca urlopów rodzicielskich jest podobno jedną z najbardziej postępowych na świecie. To tam dzielenie opieki nad dzieckiem stało się tak powszechne, że nieskorzystanie z urlopu przez ojca jest wręcz źle widziane. A w środku dnia, na placach zabaw łatwiej spotkać z małym dzieckiem ojca niż matkę.

Ale ta zmiana kulturowa nie odbyła się z dnia na dzień. Wspólny urlop rodzicielski w Szwecji został wprowadzony po raz pierwszy już w 1974 r. A dziś szwedzcy rodzice mają prawo do aż 480 dni płatnego urlopu rodzicielskiego, którym muszą się dzielić. Co najmniej trzy miesiące z szesnastu urlopowych muszą zostać wykorzystane przez ojców. Nie muszą ich wybrać od razu – dni na opiekę nie wygasają, dopóki dziecko nie ukończy 8 lat.

Z danych wynika, że w ubiegłym roku roku szwedzcy ojcowie skorzystali z ponad 27 procent całkowitego urlopu przydzielonego parom w całym kraju. Większość ojców decyduje się na nieobecność w pracy przez okres od trzech do dziewięciu miesięcy.

Dzielony urlop rodzicielski – sami wygrani

Według szwedzkiego rządu na takim podejściu korzystają nie tylko ojcowie i dzieci, którzy w końcu mogą spędzać ze sobą więcej wartościowego czasu. Takie zrównanie ról w opiece nad dzieckiem w pierwszych latach życia pozwala bowiem także kobietom na kontynuowanie kariery zawodowej i bycie bardziej aktywnymi i pożądanymi na rynku pracy. Na tym ostatnim korzysta z kolei szwedzka gospodarka. Nie ma przegranych.

Daleka droga przed nami

Tymczasem w Polsce, mimo, że urlopem rodzicielskim możemy dzielić się od 2013 roku, od stycznia do grudnia 2016 r. z urlopów przeznaczonych dla rodziców skorzystało ponad 669 tys. osób – w tym 507,7 tys. to kobiety a 161,3 tys. mężczyźni. Do tego w przypadku tych drugich wspomniany odsetek to głównie dwutygodniowy urlop ojcowski. Bo z urlopów rodzicielskich, które umożliwiają ojcu nawet kilkumiesięczna opiekę nad dzieckiem, korzysta zaledwie procent (!) polskich tatusiów. Polsce ojcowie masowo… nie idą na urlopy rodzicielskie.

Unia śladem Szwecji

Unia Europejska wymyśliła więc, żeby do urlopów rodzicielskich opornych ojców zachęcić kijem, a model szwedzki wprowadzić w Europie siłą. Zgodnie z zaproponowanym latem projektem urlop dla ojców musiałby być wykorzystany przez minimum 4 miesiące. W drugiej, kompromisowej wersji przez półtora miesiąca. Gdzie tu kij? Niewykorzystany urlop przepadałby bez możliwości przekazania go na rzecz drugiego rodzica… Brak byłby więc dowolności, którą mają obecnie polscy ojcowie.

To na razie tylko pomysły i punkt wyjścia do dalszych negocjacji we wspólnocie. Ale po tym, jak Polska nie poparła nawet proponowanego kompromisu, broniąc się dobrymi krajowymi rozwiązaniami jeśli chodzi o politykę urlopów rodzicielskich – nie wróżę szybkiej zmiany, a dzielony urlop dalej będzie tylko chwalebną teorią na papierze.