Ma prawo czuć się bezsilny. Ma prawo do smutku. Teraz, gdy jest dzieckiem i w przyszłości, jako dorosły mężczyzna. A ja mogę jedynie wysłuchać go, dać zrozumienie i wsparcie w tych trudnych emocjach.

Parę dni temu trafiłem w internecie na filmik, na którym ojciec uspokaja swoją zapłakaną, kilkuletnią córkę. Dziewczynka rozpłakała się na zakupach z rodzicami. Pewnie nie dostała czegoś co bardzo chciała mieć. Ojciec wyprowadził więc małą ze sklepu, posadził na masce samochodu, włączył nagrywanie w komórce i zaczął dorosłą, edukacyjną rozmowę. Uczył nie tylko ją – życia, ale i nas, widzów – zasad nowoczesnego wychowania. „Dobrego wychowania”.

Dobrego, bo nie opierającego się na krzyku i biciu! Nic z tych rzeczy! Dobrego, bo polegającego na dojrzałym dialogu. Przypomnę – dojrzałym dialogu z dwulatką… „Weź się w garść”. „Jesteś twarda”. „Zobacz co zrobiłaś z tą piękną buźką”. „Jesteś dużą dziewczynką”. „Nie wrócimy, póki się nie uspokoisz”. Między innymi to miała okazję usłyszeć na sklepowym parkingu ta nieszczęsna zapłakana dziewczynka. Zadziałało, przestała płakać – bo co innego miała zrobić?

Przypuszczam, że gdyby chodziło o syna dowiedzielibyśmy się, że jest już dużym chłopcem. Że nie wypada, bo mażą się tylko dziewczyny. Że przecież nic się nie stało. Że przesadza.

Potrafię sobie jednak wyobrazić, że z perspektywy dziecka jednak wydarzyło się coś ważnego i trudnego. Coś z czym ciężko mu się uporać. Coś co wyzwala takie a nie inne emocje. Czego nie rozumie. Uczucia, których przyczyny ten rodzic nie tylko nie chce poznać, ale które każe mu wręcz stłamsić.

I zastanawiam się, czy tępiąc te uczucia teraz i ucząc zagłuszania własnych emocji uda mu się wychować dorosłego, który potrafi wyrażać, co czuje?

Czy może takim sposobem wychowuje się kobiety, które nie potrafią nazywać swoich emocji i mężczyzn, którzy się ich wstydzą? Mężczyzn, którzy wymagają od siebie perfekcji i nie tolerują porażki. Którzy uważają, że łzy to oznaka słabości. Bo facet to musi przecież być silny, wyważony, opanowany! Mężczyzn, którzy nie potrafią prosić o pomoc i przyznać się do błędu.

Ja tak nie chcę.

Nie chcę wychować syna na takiego mężczyznę. Nie chcę, żeby wstydził się swoich emocji. Nie chcę, żeby przerażała go bezsilność. I by bał się płakać – ze smutku, złości, wzruszenia, szczęścia. Chcę, by umiał prosić o pomoc i przyznać, że coś go przerasta. By myślał o swoich emocjach i potrafił mówić co czuje.

Mój syn ma do tego prawo.