Macie czasem uczucie, że odkąd świat jest na wyciągnięcie ręki, coraz trudniej nam dostrzec człowieka tuż obok? Że nie staramy się już go poznać. Albo chociaż zastanowić, jaką kryje historie?

Ja czuję tak coraz częściej.

Szczególnie w okresie świąt. Mam wrażenie, że oderwaliśmy się od „tu i teraz”. Że przestaliśmy być uważni. Widzieć człowieka obok. Interesować się nim. Jego problemami, troskami, radościami.

Bo czy właściwie wiem coś o tym koledze z działu, z którym spędzam praktycznie każdy dzień? Albo o leciwej sąsiadce. Czy ma z kim spędzić najbliższe święta? Czy zadałem sobie trud, żeby choć trochę ich poznać? No właśnie – czy kiedyś też postrzegałem to jako trud???

Chyba nie.

Widzę to, gdy patrzę na moje dziecko i jego spontaniczną troskę o drugiego człowieka. To jak w mig odgaduje nasze emocje, i się nimi przejmuje, przeżywa je. Jego nie trzeba tego uczyć. On to w sobie po prostu ma. Tak jak te dzieciaki na filmie. Są uważne. „Jedyne” co jako rodzice musimy zrobić, to w nich tego nie zniszczyć.