Black Friday – NIE MOŻESZ TEGO PRZEGAPIĆ!

Black Friday atakuje od ponad tygodnia. Z każdej strony. Bezlitośnie, hałaśliwie, nieubłaganie. Internet, radio, gazety – szczęśliwie nie mamy telewizora,bo zakładam, że tam atakuje najbardziej. Okazje lepsze jedne od drugich: – 30% na kuchenki, -80% na letnie gacie, -200%  na zestaw małego majsterkowicza i gwarancja na sto lat. Wśród znajomych kilkoro podekscytowanych opowiada, jak w Black Friday zrobi zakupy na święta za pół ceny. Albo za mniej. W internecie coraz bardziej wyczerpujące listy gdzie i za ile złapiemy najlepsze okazje na Black Friday. Na Facebooku reklamy każdego możliwego biznesu.

Jako znany flegmatyk patrzę na to z pogodną rezygnacją. Prezenty wszystkie mam od początku listopada w szafie zabunkrowane. Nie mam żadnych znaczących braków w posiadaniu. Nienawidzę tłumów w sklepach i pośpiechu przy zakupach, więc nie ruszał mnie Black Friday. Do czasu, aż jedna koleżanka z pracy zakrzyknęła, że to cudowny dzień, kiedy „w końcu spełni się jej marzenie, żeby kupować bez zastanawiania”. I Black Friday zaczął mnie smucić.

Black Friday – co właściwie mówi nam o nas?

Bo popatrzmy na to z innej strony. W jeden dzień handlowcy wystawiają po znacznie niższych cenach część towarów. Zwykle nie jest to ta część najbardziej chodliwa, choć i tak bywa. Jeden dzień, na promocję którego Ci właśnie handlowcy i producenci wydają miliony złotych. Możemy oczywiście zakładać, że robią to, żeby sprawić nam radość, „spełnić marzenia” mojej koleżanki albo zapewnić naszym bliskim super prezenty na święta. Że to jest takie biznesowe 500+ – żeby nam wszystkim żyło się lepiej. Ale realnie prawda jest taka, że robią to wszystko dla zysku. I nie zrozumcie mnie źle – ja nie mam nic przeciwko zyskowi i promocjom. Boję się tylko, że to wszystko co o Black Friday słyszę pokazuje, że masowo o tym zapominamy.

W rezultacie kupujemy, kupujemy, kupujemy. Znam takich, co kumulują potrzeby i szukając okazji zwykle załatwiają je znacznie taniej finalnie – takim gratuluję i dla nich Black Friday może mieć głęboki sens. Częściej jednak kupujemy… bo możemy, bo jest, bo tanio a przecież „przyda się”. A potem do piwnicy, pawlacza, na górę szafy.

Cieszymy się zakupami, cieszymy okazjami. Pokazujemy naszym dzieciom, że posiadanie to coś super, że jak można mieć więcej za mniej to jest się mistrzem i szczęściarzem. I bez względu na to, ile razy potem powiemy, że w życiu ważniejsze od MIEĆ jest BYĆ – one swoje już zapamiętają.

Black Friday – co zrobię w tym roku?

W tym roku żona zaproponowała, żebyśmy w ramach Black Friday oddali trochę naszych rzeczy. Przekopaliśmy szafy i przygotowaliśmy 3 wielkie torby ubrań do oddania. Wynieśliśmy z piwnicy stare dziecinne zabawki i oddaliśmy do pobliskiego przedszkola. I to dopiero była okazja: 0 złotych, więcej miejsca i jeszcze doskonałe samopoczucie.