Sprawa Tymochowicza – jak to się zaczęło

Sprawa Tymochowicza ciągnie się od 2015. Wtedy na jego komputerach odzyskano 3,5 tysiąca (TY-SIĄ-CA!) plików z pornografią dziecięcą, a w telefonie zakładki do stron z pornografią pedofilską. Z jego komputera pobierany i rozpowszechniany był pornos z udziałem pięciolatki.

Sędzia stwierdziła, że wina Tymochowicza „nie budzi żadnych wątpliwości” i wydała wyrok skazujący go na trzy lata. Obrońca złożył jednak apelację, a Tymochowicz opuścił areszt i zapowiada, że wróci do pracy jako doradca do spraw wizerunku.

Sprawa Tymochowicza – czy ten wyrok jest surowy?

Tymochowicz dostał łącznie 3 lata. W tym 2 lata i 6 miesięcy za posiadanie w celu rozpowszechniania pornografii dziecięcej i 6 miesięcy za posiadanie pornografii. Dużo? Sprawdziłem w Kodeksie Karnym:

” Kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, przechowuje lub posiada albo rozpowszechnia lub prezentuje treści pornograficzne z udziałem małoletniego albo treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.” Więc nie, nie dużo. Skandalicznie mało. W dodatku zamiast odsiadywać teraz chociaż te 3 lata, Tymochowicz chodzi wolno.

Zamiast więc uznać, że system działa świetnie, bo skazał winnego, jednocześnie dając mu szansę na godziwą obronę, pora spojrzeć prawdzie w oczy: człowiek, który hurtowo oglądał i dystrybuował pornografię dziecięcą chodzi na wolności, wraca do pracy ( „moi klienci na mnie czekają” rzyg!). Nie chcę myśleć, co jeszcze robi.

Jeśli zaś nie potrafimy sprawnie chronić najmłodszych, to jako społeczeństwo niewiele jeszcze potrafimy.