No i nadszedł ten moment. Stanęliśmy z żoną przed wyborem kolejnego fotelika samochodowego. Takiego, w którym Franek pewnie będzie jeździł kilka najbliższych lat.

Mając w planach kilka tysięcy kilometrów drogi – liczę, że uda nam się pojechać w końcu na tę wymarzoną objazdówkę po Europie! – wiedzieliśmy, że musi paść na najbezpieczniejszy z fotelików. No właśnie…Tylko co to znaczy najbezpieczniejszy?

Przyznam, że dopiero w sklepie dowiedziałem się, że pierwszym (i jak się okazało najistotniejszym dla nas) wyborem będzie decyzja czy fotelik ma być montowany przodem czy tyłem do kierunku jazdy. Byłem przekonany, że te tyłem do kierunku jazdy zarezerwowane są jedynie dla najmłodszych dzieciaków – tak do roku życia.

Bo czy świadome już przecież dziecko będzie skłonne patrzeć w tył, kiedy inni patrzą w przód?

No to zacząłem drążyć, pytać i czytać o fotelikach i testach bezpieczeństwa.

Testy zderzeniowe jasno pokazują, że obciążenie szyi jest aż 5 razy niższe przy zastosowaniu fotelika montowanego tyłem do kierunku jazdy niż w przypadku fotelika skierowanego przodem! Który co prawda stabilizuje ciało dziecka, ale jego głowa – która w przypadku małego dziecka jest nieproporcjonalnie większa i cięższa – jest w razie wypadku wyrzucana z impetem do przodu. To może prowadzić do poważnych urazów kręgosłupa i głowy. Okazało się, że o ile oba rodzaje fotelików chronią życie dziecka, to ten montowany tyłem do kierunku jazdy o wiele lepiej dba też o jego zdrowie w przypadku zderzenia.

Zdaniem Amerykańskiego Stowarzyszenia Pediatrycznego (AAP), prawie 40 procent rodziców zmienia ustawienie fotelika samochodowego na przodem do kierunku jazdy zbyt wcześnie. Tymczasem zalecenia są wręcz odwrotne – by wozić dziecko tyłem do kierunku jazdy jak najdłużej pozwala na to specyfikacja konkretnego fotelika. W Skandynawii w ten sposób przewożonych jest aż 90 procent dzieci do 4 roku życia!

Mnie argumenty za fotelikiem tyłem do kierunku jazdy przekonały

Ostatecznie zdecydowałem się na fotelik BeSafe iZi Kid X2. Głównie dlatego, że jest właśnie mocowany tyłem i można przewozić w nim dziecko nawet do czwartego roku życia (ma regulowany zagłówek więc rośnie z dzieckiem). Wolę stawić czoła ewentualnym sprzeciwom syna niż narażać go na niebezpieczeństwo, którego mogłem tak łatwo uniknąć.

Okazało się jednak, że obawiałem się bezpodstawnie, bo mój syn w jeździe tyłem nie widzi żadnego problemu! Wygląda za okno i tylną szybę, podziwia widoki. Ma z nami kontakt wzrokowy dzięki lusterku zamontowanemu na zagłówku oparcia. Nie ma też problemu z pomieszczeniem nóżek.

Podsumowując

Kładąc na szali kwestie bezpieczeństwa oraz potencjalne niezadowolenie mojego syna, u mnie zdecydowanie przeważyło to pierwsze. Bo najczęściej to i tak głównie nam, rodzicom, wydaje się, że jedynym, naturalnym sposobem siedzenia w aucie jest ten przodem do kierunku jazdy. A co jeśli możliwość wyglądania przez tylną szybę bez konieczności oglądania twarzy rodziców wcale nie jest dla dziecka taką najgorszą alternatywą? 😀