W szczerej rozmowie z dziennikarką „Good Morning America”, była pierwsza dama Ameryki opowiedziała o tym, jak naprawdę wygląda jej małżeństwo z Barackiem Obamą i co czuła po utracie ciąży.

Michelle Obama po raz pierwszy tak otwarcie przyznała, że gdy jej związek stanął na zakręcie, nie bali się z mężem sięgnąć po pomoc terapeuty. Dopiero tam nauczyli się, jak rozmawiać o różnicach między małżonkami. I jak prosić w związku o pomoc, kiedy jej potrzebują.

Opowiedziała, o tym, że za sukcesem jej udanego małżeństwa z Barackiem Obamą stoi nic innego jak wysiłek i ciężka praca.

„Znam wiele młodych par, które myślą, że coś jest z nimi nie tak. Chcę, żeby wiedziały, że Ci Michelle i Barack Obama, którzy mają tak fenomenalny związek i którzy się kochają, też ciężko pracują nad swoim małżeństwem. I sięgają po pomoc, kiedy tego potrzebują” – powiedziała.

Poronienie to wciąż temat tabu

Była pierwsza dama otworzyła się również na temat swoich zmagań z zajściem w ciążę i emocjach, które przeżywała 20 lat temu w związku z poronieniem.

„Czułam się zagubiona i samotna. Czułam, że zawiodłam. Nie wiedziałam, że to tak powszechny problem, ponieważ nikt o tym nie mówi” – wspominała i dodała, że przez to tabu, siedziała pogrążona w bólu przekonana, że to z nią i mężem jest coś nie tak.

Michelle Obama podzieliła się swoją historią, by inne młode matki wiedziały, że problemy w małżeństwie, trudności z zajściem w ciąże, poronienia, a w końcu konieczność korzystania z in vitro spotkać mogą każdego.

Doceniam tę szczerość

Zwłaszcza, że w mediach jest duża skłonność do idealizowania i malowania związków i rodzin tylko w jasnych barwach. Chciałbym kiedyś przeczytać podobną, szczerą rozmowę z mężczyzną. Który przecież w tym wszystkim równie mocno przeżywa swoje własne emocje związane z małżeństwem, nieskutecznym staraniem się o dziecko, czy utratą ciąży.