Niepokoję się ilością prac domowych jaką dostają nasze dzieci. Im są starsze tym jej jakoś więcej. I co,  i siedzimy z nimi i zawijam wieczorem te ich sreberka.

Kiedy miałem 19 lat pracowałem i studiowałem przez 20 godzin dziennie. Ba, udzielałem się nawet w fundacji non-profit, która jednak okazała się profit, ale nie dla mniej. Dziś wiem, że ciężka i długa praca, nie zawsze się opłaca i nie jest jedyną właściwą ścieżką do sukcesu. Ważny jest odpoczynek, czas nicnierobienia.

Po co więc nauczyciele dają dzieciakom tyle prac domowych? Bo szkoły nie wyrabiają się z programem. Zadają prace domowe, a to ma odwrotny skutek, zniechęca dzieci do nauki. Tracą entuzjazm, bo ktoś inny zaplanował ich cały dzień. Dzieci spędzają w szkole średnio już 7-8 godzin dziennie, to dużo i to serio wystarczy. Gdzieś w tym ciągłym pędzie ktoś zapomniał, że bawiąc się na podwórku dzieci uczą się znacznie więcej. Budują fundamenty funkcjonowania w grupie, wymyślają zabawy, tam rodzą się ich indywidualne zainteresowania.

Czy zastanawiałeś się kiedyś jak powstał 40 godzinowy tydzień pracy. Otóż Henryk Ford przeprowadził badanie na swoich pracownikach. Zmniejszył liczbę godzin pracy w dzień z 10 do 8 i tydzień pracy z 6 do 5 dni pracujących. Okazało się, że wydajność pracowników w krótszym czasie pracy jest większa.

Czasem mniej znaczy więcej.

Jestem trochę zaniepokojony, bo od najmłodszych lat uczymy dzieci, że trzeba ciężko pracować w każdej minucie życia, bo tylko ciężka praca popłaca. Ale wszyscy wiemy, że jest duża różnica między byciem ciągle zajętym, a byciem produktywnym. Tradycyjna szkoła nie nadąża za tym, i tu Houston mamy problem. Wiedza, ok, jest ważna, ale mamy do niej dostęp dziś wszędzie. Szkoła ma uczyć jak rozumieć te informacje, łączyć fakty, analizować, myśleć samodzielnie.

To nie są niesprawdzone wizje. Są dowody, że tam, gdzie nie ma prac domowych uczniowie mają się lepiej. Bo czas po szkole, to ich czas wolny, dla rodziny, dla zabawy, dla samodzielności, dla nudy, dla budowania indywidualnych zainteresowań tej naszej młodej jednostki społecznej.

Są teraz metody uczenia, gdzie nauczyciel świadomie rezygnuje z oceny cyfrowej, na rzecz oceny kształtującej – mówią co dzieciak robi super, co dobrze, a nad czym będą pracować. Praca domowa jest, ale dla chętnych, nie obowiązkowa i nikt z niej nie rozlicza. Nauczyciel może ewentualnie ją sprawdzić.

Żeby nie było, ja odrabiam z dziećmi lekcje i wiem jak to mnie i ich męczy. Widzę, że to nie jest dobry czas i burzy nasze relację. Staję się żandarmem pilnującym i sprawdzającym pracę domową co wieczór. Nie chcę tak.

*Inspirowane książką „Mit pracy domowej”