Minęło 13 lat, odkąd Cię nie ma. Ty wiesz, że ja nie zapomniałem, Tato. Ja wiem, że wiesz!

Zawsze blisko Święta Zmarłych bezczelnie marzę, jak to by było gdybyś był. Jakim byłbyś dziadkiem dla moich dzieciaków? Czy zabierałbyś je na łyżwy, basen i te poranki kinowe – jak kiedyś nas.

Tak bardzo chciałbym, żebyście się poznali. Julka jest do Ciebie taka podobna – uparta, ma też ten błysk w oku, jak coś jej się podoba i ruchy ciała gdy tłumaczy coś z zaangażowaniem. Śmieszne to bardzo. Czasem ciężko zachować powagę. Taki mały damski dziadek.

Wiesz, małolaty często pytają o Ciebie. Opowiadam i dopiero wtedy dostrzegam, jakim byłeś dobrym ojcem. A ja nigdy Ci tego nie powiedziałem. Nie podziękowałem.

Ciekawe, który mój gamoń byłby Twoim ulubieńcem. Chyba Julka, ma tak dużo z Ciebie. Gdy urodził się pierwszy – Stasiek – potajemnie trzymałem kciuki za chłopca, tylko po to, aby dać mu Twoje imię. Głupie, nie? A kiedyś. Nie przeszłoby mi przez myśl, że Stasiek to będzie imię mojego pierworodnego, i to przez Ciebie. Może Stasiek byłby Adamem, gdybyś tylko żył. Wiele byłoby inaczej. Obaj wiemy, że nie wybrałbym imienia, które Ty wybrałeś, prawda Tato?

Mieliśmy inne zdanie w małych sprawach, ale w tych grubych byliśmy zgodni. Zawsze to Ciebie chciałem pytać o wszystko. Pomagałeś mi w tej durnej fizyce, dopingowałeś i tylko Ty wierzyłeś, że będę najlepszym i najniższym siatkarzem w historii. A wiesz, że już 10 lat wcale nie gram, a kiedyś żyć bez siatkówki nie umiałem. Fizykę też pokonaliśmy razem i panią Jadwigę. Wiesz, że trener zmarł? I nasza sąsiadka spod 2, i pan Adam i pan Krawczyk… Smutne, bo wszyscy tak za młodo jeszcze.

Pamiętam, jak byłeś na tych pierwszych rutynowych badaniach w szpitalu. Micha kiepska, łóżko kiepskie, w telewizji nie było ulubionych wyścigów kolarskich. Jeny, zawsze leciały cały dzień na Eurosporcie. Blokowałeś jedyny telewizor w domu. Ileż można oglądać, jak pedałują? 5 godzin i nic się nie zmienia, pedałują i pedałują. Ty za to widziałeś tam wiele więcej! Krajobrazy, piękne tereny, zwiedzałeś z nimi świat, ze swoimi najlepszymi kolarzami. Nie rozumiem tego do dziś, ale szanuje i nadal się z tego trochę śmiejemy na święta. A jak zobaczę wyścig w telewizji to się uśmiecham i myślę o Tobie.

Albo, pamiętasz, jak obmyśliliśmy plan ucieczek ze szpitala, kiedy z Tobą było lepiej, ale nie chcieli Cię wypuszczać? Mama była super zła. Wykradałem Cię do domu na cały dzień, siedziałeś sobie, Ty w tej piżamce i śmialiśmy się, że ten szpital całkiem domowy. Mama była zła, ale też się śmiała. Jechaliśmy tylko na obchód wieczorny. Potem znowu do domu na uciekiniera, a cieszyliśmy się, jak dzieci z wielkiej ucieczki z przedszkola.

Planowaliśmy, że w październiku pojedziemy do tego Rzymu, wszyscy. Nie udało się, bo 15-ego października miałem konferencję. Ale nie udało się też potem – ta najważniejsza rzecz na świecie. Chemia. 19 listopada tego samego roku, Ty Tato, sobie umarłeś. W marcu kolejnego roku, pojechaliśmy do Rzymu sami. Tylko z mamą, Anką i Marcinem. Za smutno było nam spędzać święta z tym pustym – Twoim – miejscem przy stole. To była chyba ucieczka. Wiesz, że długo nikt nie siadał na Twoim fotelu, jakbyśmy czekali, że wejdziesz i powiesz prima aprilis – żyję! Ciężko było, ale mama sobie super poradziła, byłbyś dumny. Tylko te święta bez Ciebie…

I ja niby wiem, że to niemądre, ale, jakoś gdzieś w środku mnie, mam do siebie pretensje, chyba nie umiem sobie wybaczyć. Tego, że nie oświadczyłem się Ance wcześniej. Mówiłeś ze śmiechem, że przeze mnie nie zobaczysz swoich wnuków. Głupio wyszło. Wydawało mi się, że jeszcze tyle czasu. Że przecież, kto jak kto, ale mój ojciec jest niezniszczalny! Byłem taki ślepy, nie dopuszczałem myśli, że odchodzisz. Gdy po miesiącu od naszych ucieczek szpitalnych odwiedzałem Cię, nie wiedziałeś już, że to ja. Ja nadal pytałem lekarzy, kiedy to przejdzie…milczeli.

Dużo bym dał, żebyś dziś pouczał mnie, jak wychowywać te moje kochane gnojki, żebyś zobaczył i wiedział, jaką mam fajną rodzinę. Że jesteśmy z Anką, tak jak mówiłeś – szczęśliwi. Mama nam pomaga bardzo. A Ty byś gadał, że trójka dzieci to za mało, aby się budować obok… i kochałbyś dzieciaki jeszcze bardziej niż nas.

O tym często marzę, Tato.

Rozpieszczałbyś je okrutnie, a one by Ciebie uwielbiały. Żebyś kłócił się ze mną o te pierdoły, o politykę, o pytania w milionerach. Wiesz, że wznowili milionerów i Hubert znowu prowadzi? I żebyśmy sobie do tego Rzymu polecieli, bo nigdy nie leciałeś samolotem. Albo nie, tam jest jakoś tak normalnie. U was na działce jest lepiej, tam jest nasza rodzinna baza, osobiste SPA. Tam pożegnaliśmy Cię z przyjaciółmi, jak zmarłeś wiesz? Każdy wiedział, że to Twoje ulubione miejsce na ziemi. Grałbyś dalej w karty z Robertem, Ryśkiem i Andrzejem. Oni dalej tam grają, tylko już 13 lat bez Ciebie grają, wiesz Tato?

Dużo bym dał, żeby moje dzieci miały Ciebie.