Może wsadzę kij w mrowisko, ale nie uważam, żeby pornografia była z gruntu zła. Film jak każdy inny. Jeden lubi, inny nie. No właśnie, o ile i jeden i drugi wie, że z filmem ma do czynienia – a raczej z fikcją. I o ile ja czy ty to wiemy, o tyle dziecko już niekoniecznie. Chyba, że wcześniej dowie się tego od nas.

Ale jak właściwie rozmawiać z dziećmi o pornografii? I jak nauczyć je odpowiednio reagować na pornografię, jeśli się z nią zetkną – a zetkną się na pewno prędzej czy później. A jeśli już się zbierzesz na odwagę, to kiedy zacząć taką rozmowę?

Jeśli pomyślałeś właśnie, że masz zamontowany w telefonie, padzie i laptopie superrodzicielski filtr, który załatwi sprawę. To powiem Ci, że też o tym myślałem i nie załatwi. Jeśli Twoje dziecko nie zobaczy pornografii w domu, to zobaczy ją poza domem. U kolegi, na obozie, w szkole. Wierzę, że to rozmowa da mu ten wewnętrzny filtr, który będzie potrafiło nałożyć na obraz niezależnie, gdzie zetknie się z pornografią.

Dlatego uznałem, że jeśli chcę, żeby moje dziecko w zdrowy sposób postrzegało seks i relacje intymne, to muszę powiedzieć mu, jak one wyglądają zanim ten obraz zostanie spaczony przez pornografię. A dostęp do niej uzyska tak szybko, jak szybko zyska dostęp do internetu (teraz doceniam, że nasze pokolenie musiało się wysilić duuuużo bardziej). Bałem się, co będzie, jeśli pozwolę dziecku w bardzo wczesnym wieku na dostęp do pornografii, a może raczej nie uprzedzę go, że takie treści są, czym one są i jak je odbierać. Że to będzie mieć bardzo zły skutek dla tego, jak postrzegać będzie seks, swoje i przyszłego partnera ciało, że może nie mieć szacunku dla swoich, partnera potrzeb i granic.

Chciałem, żeby mój syn wiedział, że seks i ciało wyglądają w rzeczywistości zupełnie inaczej niż pokazują je w filmach i internecie. Że pornografia to fikcja, fantazja, którą jedna osoba wymyśla, druga filmuje, a trzecia odgrywa rolę. Postanowiłem, że po prostu (oj to nie było takie proste) powiem mu wszystko, co będzie chciał wiedzieć na temat seksu. Odpowiem na każde, nawet najtrudniejsze, najdziwniejsze i najbardziej krępujące (dla mnie) pytanie. Nie prawiłem morałów pod tytułem „seks to tylko po ślubie i tylko w celach prokreacyjnych”. Powiedziałem szczerze, że seks to przyjemność. Że uprawiają go dorośli za obopólną zgodą i z poszanowaniem swoich i partnera granic. I że ja i jego mama także uprawiamy seks, bo się kochamy i sprawia nam radość.

Choć była to dla mnie jedna z trudniejszych rozmów w życiu wiedziałem, że musimy ją odbyć, jeśli chcę, by syn wiedział, że to ja dam mu lepsze informacje niż filmy i internet. Chciałem, żeby wiedział, że w naszym domu nie ma tematów tabu. Że seks jest tematem jak każdy inny. Że może mi ufać i przyjść do mnie w każdej chwili, z każdą sprawą. Że nie spotka go z mojej strony krytyka, kara i nigdy nie zostanie wyśmiany.

Tak. To była trudna rozmowa. Ale mam nadzieję, że była tylko pierwszą z wielu takich.