O tym, czym jest ojcostwo, jak nas zmienia i co powinni wiedzieć młodzi ojcowie opowiada Tadeusz, 64 lat, ojciec Marka (44 lata), Jadwigi (42 lata) i Andrzeja (39 lat)

Co czułeś kiedy pierwszy raz zostałeś ojcem?

Pamiętam swoją pierwszą myśl, kiedy zobaczyłem Marka „Jaki on brzydki”. Przepraszam Cię, synu za to wyznanie, ale nigdy wcześniej nie widziałem tak małego dziecka. Marek był zwykłym niemowlakiem, czerwonawym, krzyczącym, łysym. No nie był misterem, ale nie był też jakoś szczególnie brzydki. Potem wziąłem go na ręce i już wiedziałem, że mam kumpla na całe życie. Nie mogłem się doczekać kiedy będziemy grać w piłkę, łowić ryby, kiedy nauczę go jeździć na rowerze i prowadzić samochód. Niecierpliwa radość, chyba tak to mogę nazwać.

Czym dla Ciebie jest ojcostwo?

Ojcostwo to zupełnie różne doświadczenia na różnych etapach życia. Kiedy dzieci były małe, ojcostwo to było nieustanne wyzwanie i rezygnacja z siebie. Ze snu, z wygody, z niezależności. Potem kiedy dorastały i wchodziły w straszliwy okres nastoletni, ojcostwo stało się pracą saperską. Każdego dnia tańczyliśmy z żoną na polu minowym nastrojów naszych dzieci. A potem dorosły całkiem i ojcostwo stało się partnerstwem. Moje dzieci nie mówią mi na ty, nie zwierzam się im, nie jesteśmy kumplami. Ale szanujemy się, nawet kiedy się nie zgadzamy. Wiemy, że możemy na siebie liczyć, nawet kiedy jest bardzo źle.

Czego najbardziej żałujesz jako ojciec?

Że nie uczyłem moich dzieci więcej o wartościach. Oni wchodzili w dorosłość w czasach początków kapitalizmu. Całe dzieciństwo tęsknili za rzeczami – za zabawkami z PEWEXU, za colą w puszkach, za płytami. A potem przyszły lata 90 i nagle to wszystko było. I oni w tym czasie uczyli się, że dobrze być to dużo mieć. Nie pchaliśmy ich z żoną w to myślenie, ale też nie blokowaliśmy go. Nie wiem, czy to było do zatrzymania. Cala Polska chciała wtedy mieć więcej.
Martwi mnie tylko, że przez dobre kilkanaście lat, moje dzieci pracowały w absurdalnym wyścigu, bo cały świat mówił im: musicie więcej pracować, dalej dojść, więcej mieć. A ja nie miałem na tyle siły przebicia, żeby im wytłumaczyć, że te chwile powolnego domowego życia, leniwego odpoczynku czy szalonych wakacji są ważniejsze. Że nikt nigdy na łożu śmierci nie powiedział „ależ żałuję, że nie skończyłem projektu”.
Może gdybym w dzieciństwie więcej opowiadał im o wartościach, więcej jasno i wyraźnie mówił: W życiu najważniejsze jest to czy tamto – w latach 90tych świat by ich tak nie wykorzystał. Marek w tym szaleńczym pędzie stracił miłość życia, Jadzia dziś mówi, że żałuje że wcześniej nie została mamą. Żałuję, że nie umiałem ich przed tym uchronić.

Co w ojcostwie jest najpiękniejszego?

Chyba to, że każdego dnia musisz być trochę lepszy od siebie samego z dnia poprzedniego. Twoje dzieci rosną, rozwijają się, uczą i … coraz wyżej stawiają ci poprzeczkę. Tak, przez 44 lata swojego ojcostwa każdego dnia uczyłem się czegoś nowego.

Co poradził byś każdemu młodemu ojcu?

Porzuć ironię. W głębokim dzieciństwie dzieciaki przychodziły do nas z wszystkim problemami. Od pragnienia klocków po przedszkolne miłości czy smutek po śmierci psa. Moja żona z anielską cierpliwością i bez cienia lekceważenia pochylała się nad każdym najbzdurniejszym problemem. Ja często dowcipkowałem, żartowałem, ironizowałem. Nie chciałem dzieci lekceważyć, ale byłem przekonany, że moje „lekkie” podejście pomoże im zrozumieć, że te problemy nie są ostateczne. Nie pomogło.
Szybko okazało się, że chodzą z problemami już tylko do mamy. Długo odbudowywałem ich zaufanie.

Wywiad z cyklu „Ojcowie o ojcostwie. Naszych rozmówców dzieli wiele: wiek, doświadczenia, przekonania, historie życia – łączy jedno – głębokie przekonanie, że ojcostwo jest doświadczeniem skrajnym – zupełnie nieporównywalnym z czymkolwiek innym.Partnerem cyklu jest wspierająca aktywne ojcostwo firma Fisher Price.