30% dzieci w Polsce cierpi na nadwagę lub otyłość. Większość z nich wyrośnie na otyłych dorosłych. Dołączą do nich zresztą kolejne, bo problemy z wagą ma już 60% dorosłych Polaków. Czytam takie statystyki i nie mogę wyjść ze zdumienia, że w wieku, w którym ciekawość pcha do nieustannego ruchu, kiedy każde 5 minut bezruchu to wieczność, nasze dzieci tyją na potęgę. Oczywiście częściowo winne jest śmieciowe jedzenie – konserwanty, spulchniacze, cukierki przebrane za witaminy. Ale jest też czynnik groźniejszy, bo mniej oczywisty. Kompletnie przestaliśmy traktować wysiłek i fizyczny dyskomfort jako element rozwoju. Jesienią na placu zabaw często nie ma nikogo oprócz nas, bo przecież temperatura spadła poniżej 20 stopni, trzeba dzieci chować w domach – na kanapie nie zachorują. W czasach polarów, goretexów, impregnowanych butów dzieci z powodzeniem mogą bawić się w temperaturach typowych dla Finlandii, ale polscy rodzice drżą. Nie lubimy wysiłku, nie lubimy trudu, “nie biegaj, bo się spocisz”, “uważaj, bo się wybrudzisz”. Od małego uczymy nasze dzieci, że ich naturalna potrzeba ruchu jest czymś złym.

Przypomina mi się, jak w dzieciństwie z miłością myślałem o WFie, choć osiągnięcia w kopaniu piłki budziły w rodzicach mniejszy entuzjazm niż przyzwoite wyniki z matmy. W naszej kulturze głęboko zakorzenił się stereotyp, że istnieje jakaś nieunikniona alternatywa: albo sportowiec, albo naukowiec. Tymczasem Naukowcy z Instytutu Zdrowia Publicznego (Institute for Community Health) w Cambridge udowodnili, że to bzdura. Przez rok szkolny 2004-2005 badano dzieci w wieku 9-13 lat. Okazało się (co w sumie wiedzieli już starożytni), że sprawność fizyczna idzie w parze z lepszymi wynikami w nauce. Uczniowie, którzy osiągali lepsze wyniki w testach fizycznych zwykle dostawali też lepsze oceny w testach z matematyki i języka angielskiego.

Cieszą mnie te wyniki. Wizja tego, że mam teraz decydować, czy chcę, by moja córka poszła na świetne studia czy świetnie jeździła na nartach wydawała mi się koszmarem. Moja córka z radością biega po placu zabaw a potem z zaciekawieniem przegląda książki. Nie głupieje od zabaw na placu zabaw, nie traci przyszłości ganiając za piłką i lepiąc bałwana.

Nie znaczy to, że kompletnie ignorujemy aspekty edukacyjne. Ma i puzzle, i zagadki i cały asortyment zabawek edukacyjnych. Ale nie ukrywam, że ulubioną jest Movi Mistrz Zabawy. I to właśnie dlatego, że łączy naukę i ruch (i jeszcze dlatego, że jest robotem, a kto nie chciał mieć robota?!). Movi gada, zadaje pytania, uczy słuchania ze zrozumieniem, ale też ucieka, każe się ruszać, działać.

Tym bardziej cieszy mnie to, że przez najbliższe 10 dni mamy dla Was, drodzy czytelnicy 10 takich robotów. A w dodatku 10 równie fajnych zabawek “Żabka Mierz ze mną”.

Wystarczy, że pokażecie w jaki sposób dbacie o kompleksowy rozwój dzieci. Zdjęcia dodawajcie na naszym facebookowym profilu z tagiem #movi. Codziennie wybierzemy 2 zwycięzców: 1 otrzyma nagrodę główną – czyli robota Movi, drugi zaś nagrodę dodatkową – Żabkę Mierz ze mną.

Na wasze zgłoszenia czekamy do końca dnia 15 grudnia.