Komu z was rodzice czytali w dzieciństwie bajki? Ja to uwielbiałam. Na zmianę – raz mama, raz tata, siadali wieczorami przy moim łóżku i wysyłali w świat zaczarowanych historii. Pewnie dlatego dziś tak lubię książki. I dlatego nie miałam wątpliwości, że sama też będę czytać swoim dzieciom. Długo szukałam idealnych bajek… aż trafiłam na szwedzkie.

Na razie Franek czyta co najwyżej książeczki kontrastowe i dużo czasu upłynie, zanim świadomie będzie w stanie wysłuchać czytanych bajek. Ale na finiszu przygotowań dziecięcego pokoiku, uznaliśmy, że wolne miejsce na regale aż się prosi, żeby postawić na nim stosy barwnych książeczek. Zależało mi, żeby mały od najmłodszych lat otaczał się literaturą i pokochał czytanie tak jak ja.

Wybrałam się więc do swojego starego pokoju, wygrzebałam z tumanów kurzu moją ulubioną serię i zaczęłam przeglądać malownicze historie z dziecięcych lat. Przypomniałam sobie „Nowe szaty cesarza” z ilustracjami gołego tyłka pysznego władcy, wydającego krocie na ciuchy, którą kazaliśmy sobie z bratem czytać raz za razem. I Muminki, które katowaliśmy do tego stopnia, że raz na wakacjach obudziłam się w nocy i zobaczyłam przy łóżku wielką i straszną Mamę Muminka.

Niestety w wielu bajkach z dawnych lat, oprócz baśniowych historii, znalazłam także wartości, z którymi nie do końca się dziś zgadzam. Nie chcę fundować dziecku wzorców, według których chłopcy powinni być wyłącznie rycerscy, waleczni i nieustraszeni a dziewczynki przede wszystkim ładne i pachnące, tak by ci pierwsi zechcieli je poślubić.

Chciałam w książkach przemycić piękny, ale przede wszystkim prawdziwy, nowy świat. Ze swoimi problemami, słabościami, różnorodnością i kolorytem.

I między innymi właśnie za ten obraz pokochałam szwedzkie książki dla dzieci. Za to, że znalazłam w nich bajki, w których mężczyźni płaczą i pieką cynamonowe bułeczki, dziewczynki uwielbiają piłkę nożną a chłopcy chcą bawić się lalkami, w których dziećmi opiekują się nianie z tatuażami i panowie przedszkolanki, w końcu, w których tata robi pranie a mama czasem jest tak zmęczona, że wariuje. I w których opisana jest nie tylko dziecięca radość i zabawa, ale też smutek, zazdrość, lęk czy nieśmiałość.

W książkach Pij Lindenbaum, bo to ona tchnęła życie m.in. w Zlatankę, Nusię i Igora, ujęły mnie też ilustracje. Próżno w nich szukać idealnych dzieci i rodzin jak z reklamy zabawek. Bohaterowie są cudownie nieidealni i różnorodni.

I właśnie taki mały świat chcę pokazać Frankowi w książkach zanim trafi do tego dużego.

Nasz regał powoli się zapełnia.

A co Wy czytacie swoim dzieciom?