Dziś proponuję Wam, zróbmy razem ćwiczenie  w 3 częściach:

1 Określ swoje dziecko 5 przymiotnikami.

Masz? Doskonale. Zakładam, że są wśród nim cechy powszechnie szanowane i te, których raczej nie szukasz w ludziach dookoła. U mnie jest: bystra, towarzyska, wesoła, uparta, wybuchowa (choć nie wiem, czy dwulatki mogą być inne).

2 Teraz zastanów się: ile raz w ciągu ostatniego miesiąca użyłeś ich w rozmowie z dzieckiem? (i tych dobrych i tych złych).  Jeśli tak jak ja masz poczucie, że nie ma co szaleć z pochwałami (nie dlatego, że to „psuje”, tylko żeby nie wychować pieska łasego n pochwały i niepewnego siebie dopóki ktoś mu nie powie, że jest ok), to jest spora szansa, że z tej listy padły w waszych rozmowach tylko te negatywy. U mnie tak było. Niby śmiechem żartem, bez krzyków, ale „Ależ ty jesteś uparta” oraz „Ty nerwusku” zdarzyło mi się nie raz.

3 A teraz część ostatnia: opiszcie siebie w 5 przymiotnikach. I odpowiedźcie sobie, ile z nich regularnie słyszeliście od swoich rodziców.

Wróciłem ostatnio do książki, którą warto przeczytać choć raz w życiu (nie tylko jeśli jesteś rodzicem). „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” i trafiłem na rozdział „Uwalnianie dzieci od grania ról”. W największym skrócie mówi on o niebezpieczeństwie przyczepiania dzieciom etykietek.

Zostawię Was tu z cytatem z niej:

„… ostrzegano mnie przed niebezpieczeństwem samospełniającej się przepowiedni. Jeżeli określasz dziecko mianem słabego w nauce, może ono zacząć tak o myśleć o sobie. Jeżeli twierdzisz, że twoje dziecko jest złośliwe, jest szansa, że będzie chciało Ci pokazać, jak bardzo potrafi być złośliwe”.

Jak radzić sobie, jeśli nasze dziecko już zaczęło myśleć o sobie schematem? Jeśli już odgrywa rolę? O tym więcej napiszemy jutro.