„Zostałam poinformowany, że chirurg który będzie operował mojego syna jest na 3 dyżurze w tym tygodniu, a jest dopiero czwartek”.

Na szczęście dla mnie nie jest to cytat z mojego dnia, ale z facebooka znajomej lekarki.
My co prawda byliśmy ostatnio w szpitalu z dzieckiem, ale na szczęście krótko i skutecznie. Lekarz prowadzący szybko znalazł przyczyny, dobrze dobrał leki i po kilku dniach wysłał do domu. Diagnozę podawał nam spokojnie, jakby to była oczywistość. I że byliśmy przypadkiem „nie tak znów oczywistym” dowiedzieliśmy się tylko od innej pani doktor, która z uznaniem pokręciła głową nad wynikami córki mrucząc pod nosem: „Kurcze, miał rację, a nie wyglądało.” Mądry, spokojny, miły. Momentami potwornie zmęczony. Nasz lekarz rezydent.

Człowiek, który ratował życie mojego dziecka na co dzień zarabia 2 200 na rękę. To około 13,75 za godzinę. Pani sprzątająca nasze biuro zarabia na rękę 18PLN. I mimo, że bardzo cenię jej pracę, pracę człowieka, który może uratować moje dziecko (ale też żonę, matkę, ojca czy mnie samego) cenię znacznie bardziej.

Ale moje jednostkowe, osobiste doświadczenie to tylko jeden z powodów, dla których popieram ( i reszta redakcji tatawymiata również) protest medyków. Są jeszcze dwa – dużo istotniejsze:

Po pierwsze bezwzględność liczb:
Polaków jest 38,5 miliona. Lekarzy wykonujących zawód łącznie – 134 400. Czyli średnio na lekarza przypada 286 pacjentów.  W pediatrii jest jeszcze gorzej. Na 6,9 mln dzieci (0-17 lat) przypada 8400 pediatrów, czyli jeden lekarz na 841 dzieci. Najgorzej oczywiście ze specjalistami. W całym kraju mamy na przykład 400 psychiatrów dzieci i młodzieży – to znaczy, że na jednego psychiatrę mamy średnio 17 000 dzieci. SIEDEMNAŚCIE TYSIĘCY!

2 200 na rękę albo sto pięćdziesiąt dodatkowych godzin pracy w prywatnych placówkach to nie jest „silna motywacja” do zawodu. Nawet jeśli zawód ten jest powołaniem i misją. Strasznie trudno najeść się poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Musimy jako kraj stworzyć dobre warunki dla lekarzy, bo w starzejącym się społeczeństwie będziemy potrzebować ich coraz bardziej.

Po drugie przyzwoitość: 

Jakiś czas temu w zupełnie innych okolicznościach rozmawiałem z wujem, który działał w Solidarności. Powiedział wtedy „Bo najważniejsze w Solidarności było to, że wszyscy szli za wszystkich. Tylko tak, to mogło zadziałać”. Przywykliśmy, że ktoś ciągle strajkuje. Rolnicy, taksówkarze, górnicy, pielęgniarki. Nie robi to na nas wrażenia, bo to nie o nas. Daleko, inni.  W najlepszym wypadku akceptujemy ich frustracje, w najgorszym życzymy im wcale nie dobrze.

Ja nie chcę żyć w kraju, w którym lekarze zarabiają tak marnie, że ratują się milionem nadgodzin. Nie chcę żyć w kraju, w którym pacjenci narażeni są na błędy zmęczonych lekarzy. Nie godzę się na to, żeby człowiek, który poświęcił tyle lat na naukę i każdego dnia podejmuje decyzje obarczone tak wielką odpowiedzialnością traktowany był przez Państwo jak koszt konieczny. Nie godzę się, żeby prezenter (również finansowanych z budżetu) wiadomości TVP zarabiał miesięcznie niemal 2 razy więcej niż lekarz rezydent ROCZNIE.

To są nasze wspólne pieniądze, weźmy za nie odpowiedzialność. Rozliczajmy władzę z ich wydawania.

Jeśli chcecie poprzeć protest medyków macie kilka opcji:

a) możecie podpisać list poparcia na stronie Medycyny Praktycznej 

b) możecie śledzić profil porozumienia rezydentów na FB i brać udział w wydarzeniach.

Nasza redakcja wybiera się do medyków we wtorek. Z radością przekażemy im każde dobre słowo.