Kiedy znajomi ojcowie mówili, że po urodzinach dzieci wszystko się zmieniło, przewracałem w duchu oczami. WSZYSTKO – z emfazą jak bohaterki romansów conajmniej. Może mniej śpisz, może inaczej odpoczywasz, musisz wycierać cudzą kupę, ale na bank nie WSZYSTKO.

Z perspektywy czasu bawi mnie moja naiwność. Bo dzieci zmieniają nie sposób działania, ale myślenie. Bo dziecko kochane, ale nawet najmądrzejsze, jest jednak dość powiedzmy… nieprzewidywalne w swoich wyborach. Bo świat, choć na co dzień przyjazny i ciekawy, czasami ma gębę idioty czy łotra. W gronie ojcowskim ustaliliśmy ostatnio, że:

ojcostwo to stan wiecznego czuwania

Przypomniało mi się to dziś, kiedy robiąc zakupy zobaczyłem to:


i trafił mnie szlag.

Nie tłumaczę nawet dlaczego, bo przecież i tak wiecie. Ojciec wie. Oczywiście byłem u kierownika, tłumaczyłem, prosiłem. Obiecał, że się postara, ale jak można „postarać się zmienić półkę” tego nie wiem. Wiem, że przewracał oczami (choć bardzo starał się to ukryć) i na bank nie był jeszcze ojcem.

Po tym filozoficznym wstępie- mam do Was apel:

Błagam, nie zostawiajcie takich spraw bez interwencji. Nawet jeśli Wasze dziecko już/jeszcze nie ściąga z półki wszystkiego do czego sięga, nawet jeśli nigdy nie robicie zakupów z dzieckiem i nawet jeśli (podobnie jak ja) uważacie, że za dziecko zawsze odpowiedzialny jest rodzic. Nie pozwalajcie kretom, nożom innym koszmarom stać na najniższych półkach, bo nawet najsprawniejszy ojciec czasami odwraca głowę. Interweniujcie proszę, bo możecie ocalić małe życie.