Być może zastanawiacie się, czy warto facetowi zadawać takie pytanie. Przecież to kobieta powinna powiedzieć, czy facet ma być z nią, czy też powinien trzymać się od porodówki z daleka.

Ale takie myślenie, to błąd. Jako tata. który widział cztery porody – mogę naprawdę wiele powiedzieć na ten temat.
Ten pierwszy wydawał się najtrudniejszy – nie wiesz do końca co się stanie, co masz robić, jak zachować. Jeśli to Twój debiut, dobrze posłuchać rad pielęgniarek czy położnych. One naprawdę wiedzą, co powinieneś robić, aby nie przeszkadzać. A pomóc.
Bo to jest jest najważniejsza rola taty podczas porodu – oczywiście poza robieniem zdjęć – może niekoniecznie na Fejsa:)

Na czym ma ta pomoc polegać? To ty zachęcisz przyszłą mamę do spacerów, co może przyspieszyć poród. Podasz coś do picia, przytulisz, porozmawiasz. A czasem potrzymasz za rękę – to niby niewiele, ale gdy obok jest bliska osoba – jest dużo łatwiej. I Tobie i mamie. A poza tym po porodzie pozostaną wspólne wspomnienia – na całe lata.

Nie każdy poród jest jednak dobry na odwiedziny. Ja miałem to szczęście, że towarzyszyłem także przy cesarce, kiedy na świat przychodził mój drugi syn. Niestety łatwo nie było, bo cesarskie cięcie to po prostu operacja.
Dostałem strój chirurga i miejsce za parawanem, który zakrywał brzuch. Efekt był taki, że widać podczas takiego porodu niewiele, za to wiele czuć – co może osłabić niejednego twardziela. Ja również miałem chwilę słabości, do której przyczynił się zapach i temperatura. Musiałem na chwilę wyjść z sali i wróciłem po chwili, żeby nie leżeć obok przyszłej mamy.

Ktoś spyta, po co poszedłem na cesarskie cięcie? Bo nie wiedziałem co mnie czeka…a skoro była taka możliwość.
Dlatego wizyty podczas porodów cesarskich odradzam – to nie jest widok i miejsce dla faceta – chyba, że sam chce zostać w przyszłości chirurgiem lub nim jest.

Jeśli chcesz być przy porodzie – tym naturalnym oczywiście – pilnuj również czasu. Dzieci lubią przychodzić na świat w najmniej przewidywanych momentach. Przy pierwszym porodzie położna zapewniała mnie, że mogę spokojnie wrócić do domu, bo dziecko urodzi się pewnie rano. Pomyliła się. Zdążyłem tylko wrócić do domu, by w biegu wracać do szpitala taksówką, bo dziecko przyspieszyło swoje wyjście na świat.

Podobnie było przy ostatnim potomku – żona spokojnie siedziała w domu, gdy pojawiły się pierwsze skurcze. Skończ pracę – uspokajała mnie i dopiero po niej przyjedziesz do domu, pojedziemy do szpitala. Pięć minut później zadzwoniła jeszcze raz – odeszły jej wody i po chwili dzwoniła po karetkę. Ja rzuciłem się do wyjścia. W domu byłem 25 minut później, w szpitalu zaledwie po ponad 30 minutach. Z torbą w jednym ręku i ogromną zadyszką.
Gdy wbiegłem na pierwsze piętro usłyszałem tylko krzyk dziecka. Urodził się minutę wcześniej. Na szczęście zdołałem dobiec z ubraniami dla malucha. Zdjęcia również się udały, a my ekspresowy poród wspominamy do dziś. Poród, na który spóźniłem się o minutę…

Prawo autorskie do zdjęcia: halfpoint / 123RF Zdjęcie Seryjne