Pamiętacie z dzieciństwa wymuszone buziaki składane na grubo szminkowanych usteczkach starszych ciotek? Ja pamiętam. Aż za dobrze. Święta to czas szczególnego natężenia skierowanej na dzieci czułości dalszej rodziny. Czułości nie zawsze mile przez dzieci widzianej.

„Chodź na kolanka”, „daj buziaka”, „a wujka nie przytulisz”? – na każdą z tych propozycji mojej córce zdarza się regularnie mówić „NIE”. I chociaż zwykle wiąże się to z rozczarowaniem (a niekiedy fochem) proponujących krewnych, mnie to „NIE” zupełnie nie przeszkadza. I NIGDY nie mówię „No daaaaaaj”.

Moje dziecko ma święte prawo decydować o swoim ciele.

I ma prawo decydować, do kogo chce się przytulić, kogo pocałować i kiedy. Jeśli odmawia przytulania się do pierwszy raz od lat widzianego wujka, to NIE MA W TYM NIC ZŁEGO. Dla malucha to obcy człowiek. A sami powtarzamy regularnie, że obcych należy traktować z dystansem. To, że my wiemy, że akurat ten obcy to nie obcy niczego nie zmienia.

Zmuszanie dziecka do przytulania czy całowania krewnych uczy je, że jego granice nie są ważne, że zdanie i potrzeby dorosłego są ważniejsze, że jego potrzeby są mniej istotne. Nie jestem pewien, czy pojawiające się coraz częściej powiązania wymuszania całusków u ciotek z podatnością na wykorzystanie seksualne nie są przesadzone, ale pewna logika za tym jednak idzie. Zmuszając dziecko do całowania i przytulania wbrew jego woli wysyłamy mu sygnał, że ważniejsze od jego potrzeb są oczekiwania innych.

I nie mylmy tego proszę z empatią, czy zdrowym otwarciem na innych. Wymuszona czułość nie ma nic wspólnego z autentyczną, przyjazną reakcją. Złożone w czuły dziubek usta ciotek to zaproszenie do budowania relacji. Niestety…

Wymuszony całus  nie buduje relacji. On ją niszczy.

Raz więc na siłę pocałowana ciotka raczej zostanie (przynajmniej chwilowo) uosobieniem tortury niż super przyjaciółką. Jeśli więc chcemy pomóc im w budowaniu sympatii zamiast zmuszać płaczące, niechętne dziecko, lepiej zacząć od podpowiedzenia dorosłemu, co nasze dziecko lubi. Czasami wystarczy „Może pokażesz cioci zwierzątka?”, żeby wspólne zajęcie dało im czas na oswojenie się ze sobą.

Warto próbować uprzedzić cios. Mistrzowsko robi to mój przyjaciel, który zanim dawno niewidziana ciotka nadstawi policzek, zakrzykuje wesoło do swoich dzieci „Przybijcie cioci piątkę”. Młodzież radośnie przybija, ciocia po wstępnej konfuzji odkrywa w sobie duszę dzierlatki i chichocze, cała rodzina nieźle się bawi przy tym spektaklu.

Oczywiście sposób ten nie zadziała z każdą ciotką. Ale tym najbardziej foszastym pozwalam zmierzyć się z ich własnym niezadowoleniem, licząc że to jedno z tych przeżyć, które je wzmocnią 😉

 

Zdjęcie – prawo autorskie: pxhidalgo / 123RF Zdjęcie Seryjne