Liczba dziecięcych przydasiów przeraża.  Przed pierwszym dzieckiem potrzebujemy ich wszystkich. Szczególnie w okresie noworodkowo- niemowlęcym jesteśmy mocno oszołomieni i skorzy do wydawania – zwłaszcza ci, którzy mogą liczyć na 500+

Żeby nie oszaleć (i nie zbankrutować) zanim wybierzemy się na zakupy, zróbmy listę rzeczy, czego naprawdę potrzebujemy. Łóżeczko, wózek i fotelik do samochodu, to dopiero początek wydatków.

Pieluchy potrzebne są od samego urodzenia – zarówno te tetrowe, które z czasem posłużą za domową szmatkę. jak i tzw. pampersy. Oczywiście możesz zainwestować w eko pieluchy, które będziesz prał po każdej kupie – tych może być i z 10 dziennie. Ale uprzedzam, po tygodniu ci przejdzie i zatęsknisz za “pampersami”.

W wyprawce ważne są również ciuchy – najlepiej zapinane  z przodu i w żadnym wypadku nie mogą być nakładane przez przez głowę. Nie będziesz w stanie ich nałożyć w ten sposób noworodkowi. Oczywiście jeden komplet to za mało. Dobrze, gdy masz ich z 5, bo u takich maluchów, które lubią oddawać wypite w nadmiarze mleko, częsta zmiana garderoby to norma. Komplet to tzw. body i śpiochy – opcja najwygodniejsza. Do tego czapeczka na głowę.Na spacery dodatkowy kombinezon.

Buty do zbędny luksus. Wystarczą ciepłe skarpety. Wiem, że ekstra wyglądają te małe trampeczki.Ale gwarantuję, że nie przydadzą się do NICZEGO! W przeciwieństwie do kilkuset złotych, które kosztują, a które w powodzeniem wydacie lepiej. 

 

Kocyk. Niezbędna rzecz każdego rodzica. Przyda się w domu, gdy maluchowi będzie chłodno, na spacerze, u znajomych, gdy trzeba będzie malucha na czymś położyć i przewinąć. Warto mieć dwa, z powodów podobnych jak powyżej.

 

Wanienka i przybory do kąpieli. Ta pierwsza opcja to jedyny sposób by bezpiecznie wykąpać noworodka. Do mycia również musimy użyć kosmetyków przeznaczonych dla tak delikatnej skóry – nie próbujmy w żadnym razie używać własnych płynów do kąpieli.
Po kąpieli przyda się również oliwka – masaż i nawilżenie skóry malucha, czy specjalne nożyczki, którymi można obciąć malutkie, ale bardzo ostre paznokcie dziecka. 

Chusta. Gadżet, który ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Z pewnością ciężko będzie jej jednak użyć do bezpiecznego noszenia noworodka przez mało doświadczonych rodziców. Stanowczo odradzam ją również mniej cierpliwym tatusiom. Wiązanie chusty to na początku naprawdę niełatwe zadanie. Tak więc wydatek rzędu kilkuset złotych na początku warto sobie podarować a chustę pożyczyć do testów. I zadbać o instrukcję doświadczonego chustacza. 

Monitor oddechu. Gadżet niby bardzo przydatny, ale w praktyce może co najwyżej przyprawić nas o zawał. Monitor oddechu to małe urządzenie, które montuje się do pieluchy dziecka. Ma nas zaalarmować, gdy maluch przestanie oddychać. Niestety noworodek oddycha czasem nieregularnie, a to natychmiast wywołuje alarm. Niby dobrze, ale po pierwsze to w 99 procentach fałszywe alarmy, a po drugie budzą one malucha, który na początku życia najbardziej potrzebuje spokojnego snu.

Elektroniczna niania w przeciwieństwie do monitora oddechu to gadżet bardzo przydatny – szczególnie gdy mieszkamy w domu. Pozwoli usłyszeć maleństwo, gdy obudzi się w nocy a śpi w swoim a nie rodziców łóżku. Usłyszymy również jego płacz, gdy wyjdziemy do kuchni, czy jakiegokolwiek innego pomieszczenia. Można powiedzieć, że to jeden z gadżetów – must have.

Przewijak . Najczęściej kładziemy go w poprzek dziecięcego łóżeczka lub na stole. Umożliwia wygodne i bezpieczne przebranie i przewijanie malucha. Czy to gadżet niezbędny? To zależy. Malucha można przebierać na łóżku, czy kanapie. Można, ale jeśli coś się zdarzy, mamy całą pościel do prania. W przypadku przewijaka, który najczęściej pokryty jest ceratą, wystarczy zmienić pieluchę tetrową, którą na niego kładziemy.

Apteczka. Bezwzględnie potrzebna. W pogotowiu trzeba mieć leki przeciwgorączkowe dla malucha dostosowane do wieku dziecka. a także termometr! Do odkażania pępka, przyciętej skóry (obcinanie paznokci u noworodka to zajęcie dla saperów) wg znajomej położnej najlepszy jest Octenisept. Warto zaopatrzyć się też w zapas gazików sterylnych do przemywania ranek ale i na przykład oczu noworodków (zawsze od zewnątrz do wewnątrz!).  

W szkole rodzenia radzili nam też przy każdym przewijaniu smarować pupę Linomagiem. Dermatolog usłyszawszy to jednak oznajmił: sami sobie posmarujcie tyłki na cały dzień i zobaczycie jak to działa. Minę miał taką, że odstawiliśmy bez testów na sobie. 

 

Super pościel w kwiatki, płyty do słuchania i  nauki chińskiego i angielskiego od urodzenia, sterylizatory butelek, podgrzewacze butelek….lista gadżetów, które można kupić, ale tak naprawdę nie trzeba może być wielokrotnie dłuższa niż ten tekst. Problem w tym, że to co cieszy oko rodzica, nie ucieszy oka noworodka, bo u niego słabo jest jeszcze z kolorami. Podobnie jest ze sprzętem kuchennym – mleko można podgrzać w zwykłym garnku, a smoczek czy butelkę wyparzyć w przegotowanej wodzie też w garnku. O przydatności gadżetów do nauki języków obcych od urodzenia szkoda się nawet rozpisywać…..

Coś dorzucacie? Coś wyrzucacie? Liczę na Wasze typy – skompletujmy listę idealną dla zdrowia (i portfela) przyszłych ojców!