„Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.”

Ten cytat śmieszył mnie do łez. Do czasu, kiedy po raz miliardowy córka przyniosła tę samą nieszczęsną książkę i kazała czytać (A kiedy przeczytawszy z głębokim westchnieniem ulgi zamknąłem okładkę, zakrzyknęła jeszcze raz). Jakimś sposobem było chowanie książek po szafkach, ale bestia pamiętliwa domagała się wieczorem ulubionej. Więc jak osioł z playbacku leciałem co wieczór te same teksty. Oczywiście nie było mowy o skrótach, bo przecież znała już na pamięć i jak radar wykrzykiwała „Nieeee, źleee”.  To właściwie powinnna być szeroko stosowana w walce z terroryzmem bezkrwawa tortura – milion razy czytany pod rząd Słoń Trąbalski.

Cierpiałem jednak w ciszy. Do czasu, kiedy żona przytachała do domu Ulicę Czereśniową. A tam: ZERO SŁÓW. ZERO. Popatrzyliśmy z córką jak na jeża, ale szybko okazało się, że to książka (a właściwie seria, bo jest ich łącznie 6) doskonała. Powodów jest 3 :

  1. To, co najważniejsze – czyli obrazki. One są po prostu bardzo ładne. Niby banał ale w dobie wszystkich szpetnych robionych na kolanie obrazków – rzecz warta docenienia. Te ilustracje są ładne, ale nie są artystowsko przegięte. Nie ma jakiejś chorej jazdy artysty na prochach. Jest ładnie, zrozumiale dla dzieci, miło.
  2. Nie nudzi się – na każdej stronie liczba szczegółów jest tak duża, że do dziś odkrywamy jakieś nowe elementy. Każda strona pozwala opowiadać nową historię – oczywiście trochę te rysunki narzucają wydarzenia, ale całą opowieść można snuć samemu. Jesteśmy na etapie opisywania co na obrazku, ale starsze dzieci z radością opowiadają całe historie, które mogą za nimi stać. Dzieci więc się nie nudzą, ale … rodzice też znacznie mniej 🙂
  3. Zabawne – humoru jest tu sporo i choć czasami jest dość prosty (zakonnice spacerujące z balonami w kształcie pingwinów, czy pan ślizgający się na bananie), to dla dzieci w sam raz.

„Czytamy” więc Ulicę Czereśniową od miesiąca każdego wieczora i nadal cieszę się, kiedy córka sięga po nią na półkę. Polubiliśmy wszyscy bohaterów 6 książeczek. Każdy szuka czegoś nowego za każdym razem, kiedy otwieramy książkę.

To, co w tej książce dodatkowo lubię to fakt, że nie ma w niej straszliwych gróźb i strasznych morałów. Ucieka też od zła, groźnych sytuacji, dramatów. Jakiś czas temu autorka w wywiadzie dla GW powiedziała:

Wydaje mi się, że dzieci z tylu źródeł dowiadują się, jak niebezpieczny jest świat, iż nie muszę dokładać do tego swojej cegiełki. Na ulicy Czereśniowej jest sielsko, dzieciaki są wolne, ludzie są przyjaźni, nie ma niebezpieczeństw, z wyjątkiem małych sygnałów, takich jak policjant na skrzyżowaniu czy nocny złodziej.

I myślę, że taki dobry, pozytywny obraz bardzo jest potrzebny dzisiejszym dzieciakom. I ojcom też 😉

Książki z serii Ulica Czereśniowa wydało wydawnictwo Dwie Siostry, w różnych miejscach w sieci można ją kupić za ok. 20 PLN .