Ledwo żona otarła łzy po świątecznej reklamie z dziadkiem, a pojawiła się kolejna. Dobra, może ciut ckliwa, ale bankowo przyciągająca uwagę rodziców reklama Allegro. Pojawiła i oprócz tego, że żona znów we łzach, to ja znów zadumany. Kto nie widział jeszcze – niech klika

Przez pierwszą minutę filmu myślałem, że to jednak jest niezły koszmarek – matka nocami kleci te kostiumy, napina się a dziewczę ciągle nie i nie. Przyznaję się bez bicia, że jak zobaczyłem dodatkowo dom, subaru i zero rodzeństwa to ruszyły wszystkie możliwe stereotypy o jedynakach. WSZYSTKIE.

A potem przyszły dwie myśli inne. Mniejsza: że jak dziecko sobie wybierze samo, to wybierze to, co chce. Serio, one wbrew pozorom często wiedzą, czego chcą. Ale to nie jest myśl tu najważniejsza.

Druga myśl, większa (ta sama, która każe połowie widzów płakać), to oczywiście morał z tej opowieści. Ale nie ten oczywisty, że cudownie jak dziecko chce być takie jak ja. Bo ono zawsze tego chce. Nawet jak jestem łotrem. Bo kocha mnie nad życie i bezgranicznie (do pewnego wieku przynajmniej). Ta druga myśl, to

„Kurde, chcę być takim człowiekiem, jakim chcę by było moje dziecko”

Każdego dnia chcemy, żeby nasze dziecko było: miłe, czułe, cierpliwe, empatyczne, skore do pomocy innym, spokojne, pokojowo nastawione do świata, wesołe, wytrwałe i kto wie jakie jeszcze. Tymczasem wkurzamy się, że długo je, burczymy „nie teraz”, wybieramy telefon/telewizor/ zamiast rozmowy, mówimy „jestem beznadziejny, nic mi się nie udaje”, „straszny dupek w tym urzędzie” itd.

Kiedy porzucałem czynności po pierwszych niepowodzeniach – mój dziadek mówił – wyjmiesz tyle, ile włożysz. Spokojnie to mówił, bez wyrzutów nawet. I jak patrzę na tę matkę biedną cierpliwie szyjącą, klecącą, starającą to się nie dziwię, że jej córka chce być jak ona. Sam bym chciał.

Mógłbym tu jeszcze wiele napisać w tym temacie, ale muszę zamknąć komputer i iść pograć w piłkę z córką. By choć przez chwilę być najlepszą wersją siebie. Taką jaką chcę by była moja córka.