Po dobranocce idziemy spać! – grzmieli rodzice. Tyle, że to było w latach…osiemdziesiątych. Dziś nie dość, że nie ma dobranocki, to bajki lecą przez całą dobę na kilkunastu kanałach dedykowanych maluchom. Zmieniły się też mocno metody wychowawcze i rytm życia rodzin. 

A więc tata…wyluzuj….

Dzieci nie chodzą jak szwajcarskie zegarki. Generalnie są trudne w regulacji. Ja założyłem, że dwójkę maluchów będę codziennie kładł spać o 21. Ani razu mi się nie udało. Najczęściej lądują w łóżkach pół godziny później. Czasem zasypiają po pięciu minutach, ale zdarza się, że wiercą nawet kolejną godzinę, wołając jeść, pić, nie mogę zasnąć. Efekt?

Rano odpakowanie z pidżamy jak i pakowanie w ubranie odbywa się na śpiocha. Jest przy tym trochę marudzenia, ale jeszcze nie zdarzyło się, żebyśmy z tego powodu nie poszli do przedszkola, albo się do niego spóźnili. No może parę minut…

Rutyna jest bowiem dobra przy trenowaniu owczarka niemieckiego. Z dziećmi kompletnie się nie sprawdza.

Niejedna teściowa pewnie oburzyła by się na myśl, że dzieci nie zjedzą obiadu przed 15. Co gorsza, nawet jeśli w ogóle nie zjedzą obiadu – nic im nie będzie!

Gdy za oknem piękna pogoda, lepiej wyjść na spacer, a nie siedzieć w kuchni. Najwyżej obiad połączymy z kolacją. Dla maluchów nawet lepiej – zdążą zgłodnieć i może zamiast z założenia marudzić, zaczną jeść.

Codzienny prysznic? Można, tylko po co. Jeśli nie jest to upalny dzień, a dzieci nie bawiły się w piachu, mogą umyć się dzień później. I też nic im nie będzie…mama wyluzuj…tata też…

Oczywiście są zalety rytuałów – dzieciaki zwykle czują się bezpieczne, kiedy wiedzą jak wyglądać będzie ich dzień, jakie czynności po sobie następują. Dzieci do wyznaczonej przez siebie rutyny są za to bardzo przywiązane. Głośno domagają się więc swojej 15-minutowej porcji bajek co rano, deseru po zjedzonym obiedzie, czy misia, gdy idą spać.
Oburzenie wywołuje w nich również to, kiedy za wcześnie i bez uprzedzenia zostaną odebrane z przedszkola. Ważne jednak, żeby te schematy były pomocą, nie żelaznym gorsetem, który paraliżuje nam życie i ogranicza pole manewru.

– Tato, jeszcze podwieczorek – oznajmiła mi 5-letnia córka, gdy przyszedłem po maluchy o godzinę wcześniej niż zwykle. Chciałem im zrobić niespodziankę, ale jak widać nie była to niespodzianka oczekiwana. Ale to już taki urok tych małych egoistów.

Foto prawo autorskie: <a href=’https://pl.123rf.com/profile_ulkas’>ulkas / 123RF Zdjęcie Seryjne</a>