Wszyscy wiecie o jakie wideo chodzi, prawda? Obiegło dziś wszystkie fanpage’e. Tata udziela online wywiadu BBC, gdy nagle… otwierają się drzwi i wpada najpierw jedno, potem drugie dziecko.

Jeśli w jakiś sposób udało Wam się je przegapić, voila:

Śmieszy mnie oczywiście, bo jest kwintesencją rodzicielstwa. Bo ile by się człowiek nie starał, jak by się na napinał to dzieci i tak przekłują balonik rodzicielskiej pozy. Bo oczywiście w niezwykłym wyczuciem wlezą Ci w ważne, dorosłe sprawny w najgorszym możliwym momencie. Brakuje na filmie tylko by córka wytarła w ojca banana, albo wylała mleko, albo zrobiła jedną z miliona tych rzeczy, które Wasze dzieci robią Wam każdego dnia. Prosi się o hashtag #toonas.

Nie śmieszy zaś, bo właściwie co my tu mamy:

  • dziecko, które spokojnie wchodzi do pokoju
  • ojca, który je odpycha nie patrząc nawet
  • mamę lub nianię, która w popłochu na kolanach wpada do pokoju i wyciąga te nieszczęsne dzieci za przypadkowe kończyny.

Popłoch, nerwy, szaleństwo. Wszystkich ich rozumiem, ojciec spięty rozmową chcący ratować profesjonalizm, matka/niania wystraszona, bo już wie, że łotry małe uciekły i „zepsuły” ojcu wejście. A dzieci jak to dzieci – szarpnęli to krzyczą. Wkurza mnie BBC, które wycina tę wpadkę i wrzuca na swój fanpage robiąc z całej tej rodziny żywego mema. Niby to słodkie i urocze, ale kurde – ja bym tam nie chciał, żeby się pół świata śmiało z panicznej reakcji w moim domu.

I żeby nie było, że się stroszę o byle co – nadal mnie to śmieszy. Ale jednak nie do łez