Dziecko w muzeumPrzed każdym weekend zadajesz sobie fundamentalne pytanie. Gdzie tym razem zabrać dzieci? Sala zabaw? Byłeś już w pięciu. Kawiarnia dla dzieci? Fajnie, ale ile można jeść ciastek i pić kawy. Czas na odważne decyzje. Idziemy do muzeum!

Przygotowania

By wyjść z dzieckiem do muzeum trzeba mieć plan, a przede wszystkim internet. Zanim gdziekolwiek pójdziesz sprawdź, czy to w ogóle ma sens. I nie chodzi o to, czy bilety dla dziecka do 4 lat są za darmo. Do muzeum możesz iść nawet z rocznym maluchem – ważne tylko by umiał choć trochę przemieszczać się w pionie. Dlaczego? Do wycierania podłóg lepiej użyć muzealnych kapci. A o tym, by wejść do muzeum z wózkiem – zapomnij. Nawet jeśli ci się uda, to będziesz miał dość, po trzecim przejściu po schodach.

Przygotowanie jest również ważne także dlatego, byś nie umarł ze strachu, bo dziecko kontra bezcenne eksponaty to gotowa katastrofa. Szczególnie dla tych ostatnich.

Omijamy więc szerokim łukiem nawet najbardziej fascynujące muzeum porcelany. Na muzeum zapałkarstwa również przyjdzie czas. Uważać również trzeba na muzea sztuki nowoczesnej – stos ziemniaków wysypany na środku sali wystawowej, może wywołać u dziecka ślinotok i chęć na frytki.  A przecież nie przyznasz się nikomu, że dajesz dziecku frytki!

Tych niespodzianek można uniknąć w prosty sposób sprawdzając w sieci, co w interesującym nas muzeum znajdziemy. Uwierzcie, warto.

Strój

Wyjście z domu również wymagania przygotowania. Wspomniany już wózek zostawiamy w domu, podobnie jak nieskazitelnie białą koszulę dla malucha, czy super eleganckie spodnie. Podłogi w muzeach są śliskie, ale niekoniecznie czyste. Wręcz zachęcają by się na nich choć na chwilę położyć. Po co więc nasz elegancki maluch, po 5 minutach ma wyglądać, jakbyśmy ubrali go w roboczy kombinezon?

Pogadanki

Opowieść o wycieczce i miejscu, do którego się wybieramy najlepiej zacząć już w samochodzie. To doskonała okazja, wytłumaczyć dziecku, gdzie jedziemy, po co jedziemy – unikamy słowa zwiedzanie. Słowem dnia jest oglądanie! Im ciekawsze będzie ta rozmowa, tym mniej pytań będzie na miejscu.

Deser ponad wszystko

Na początek warto wybierać muzea z wartością dodaną, czyli miejscem, gdzie można przy okazji napić się herbaty, czy zjeść ciastko. Dla malucha zmęczonego wizytą w kolejnej sali, w której nic nie można dotknąć, perspektywa wizyty w muzealnej kawiarni, może być największą atrakcją tego dnia. A że to ma niewiele wspólnego z wystawą? Co robić. Na wszystko przyjdzie czas.

Pamiątki

Punkt obowiązkowy. Miecz czy korona królewny to najlepsze co można wynieść z zamku. Kupiony na końcu wycieczki w galerii drobny gadżet – nawet darmowy katalog, również sprawią, że będzie to niezapomniana wyprawa.

Z takich wydawałoby się, nic nie znaczących przedmiotów można zbudować niezłą kolekcję. A nic tak nie cieszy malucha, jak powiększanie kolekcji. Ten prosty pomysł sprawi, że to nie my będziemy namawiać malucha na kolejny muzealny rajd. To on sam będzie zachęcał nas do kolejnej wizyty.

Jakie muzea dla dzieci są najlepsze?

Niekoniecznie te dziecięce, ale takie w których dziecko można poza oglądaniem coś zrobić – wystarczy, że może coś nacisnąć, przełączyć. A już szczytem marzeniem, może być możliwość, ulepienia, wybicia czy wręcz samodzielnego stworzenia eksponatu. Takich muzeów w Polsce jest coraz więcej. Ich właściciele rozumieją bowiem, że dziecko to nie muzealny intruz. To ich przyszły chlebodawca. Jeśli muzeum spodoba się jemu, wróci do niego także po raz kolejny.

A i jeszcze jedno. Dla przypomnienia. Nie opowiadaj dziecku przez wejściem, że idziemy do miejsca, w którym nie można niczego dotykać, nie można biegać i trzeba być cicho. Lepiej powiedzieć co można – fajnego zobaczyć. Z zakazami, jeszcze nikt nie wygrał